poniedziałek, 12 września 2016

Biotanic - Olej arganowy

Olejki w pielęgnacji wykorzystywane są od bardzo dawna. Niestety nie zawsze pamiętamy ile dobrego potrafią zdziałać, a czasami ich po prostu nie doceniamy. Mam wrażenie, że produkty tego typu od kilku lat przeżywają swój renesans. Wiele firm wprowadziło na rynek różnego typu olejki, a jednym z najpopularniejszych jest olejek arganowy.

Biotanic - Olej arganowy

Czysty, tłoczony na zimno olej arganowy pozyskiwany jest z owoców rzadkiego drzewa (arganii żelaznej), rosnącego tylko w najczystszych rejonach Maroka! Wysoko skoncentrowany olej zawiera prawie 100 aktywnych składników o działaniu nawilżającym, regenerującym i ochronnym – m.in. niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), izoflawony, skwalan, witaminy E i F oraz wiele innych aktywnych biologicznie składników. O niezwykłych właściwościach oleju może świadczyć fakt, że aby pozyskać jeden litr tego cennego surowca, trzeba zużyć aż 30kg owoców!

     Olejek z Biotanic to szklana buteleczka o pojemnośći 50ml. Aplikacja jest banalnie prosta, ponieważ używamy tu pipetki. Bez problemu możemy kontrolować ilość olejku.
Produkt ma żółty kolor, w końcu to złoto Maroka! 
        Jest to produkt o bardzo szerokim wachlarzu zastosowań. Mówi o tym producent, ale pokrywa się to również z moim doświadczeniem. 

Olej arganowy ma szerokie działanie pielęgnacyjne, a nawet lecznicze. Doskonale sprawdza się w przypadku:
cery suchej – głęboko nawilża, dzięki zawartości cennych kwasów tłuszczowych omega, regeneruje naturalne bariery skóry ograniczające ucieczkę wody, zmiękcza, wygładza i uelastycznia skórę,
cery dojrzałej – chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi, redukuje istniejące zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych , zawiera duże ilości witaminy E, nazywanej również witaminą młodości,
cery wrażliwej, alergicznej – olej arganowy ma sine działanie łagodzące podrażnienia, antyalergiczne i przeciwzapalne,
cery trądzikowej, mieszanej i tłustej – dzięki uzupełnieniu naturalnych barier zatrzymujących wodę w naskórku, kosmetyk ogranicza pracę nadmiernie aktywnych gruczołów łojowych, zmniejsza ilość zaskórników, zmian zapalnych i błyszczenie skóry twarzy,
skóry uszkodzonej – np. w wyniku poparzeń słonecznych – olej arganowy przyspiesza podziały komórek, usprawniając tym samym proces gojenia, ogranicza stan zapalny.

Mam cerę mieszaną i początkowo obawiałam się jak olejek może zadziałać. Na szczęście mnie nie zapchał, a skóra była rewelacyjnie nawilżona. Nie wiem jaki jest czas jego wchłaniania, ponieważ zazwyczaj olejek aplikowałam na noc. Niestety nie zauważyłam, żeby ograniczał wydzielanie sebum. W sumie na to nawet nie liczyłam...
Sprawdza się u mnie również podczas demakijażu. Po użyciu płynu micelarnego, resztki podkładu zmywam olejkiem. Wykonuje przy tym delikatny masaż twarzy. Produkt super radzi sobie z pozostałością makijażu. Na koniec sięgam po żel do twarzy i gotowe! 

Biotanic - Olej arganowy

Nie tylko do twarzy!
Olej arganowy doskonale sprawdza się w codziennej pielęgnacji skóry ciała, a także włosów i paznokci:
- ciało – kosmetyk wygładza, ujędrnia i napina skórę, pomaga walczyć z rozstępami i cellulitem,
- włosy – wzmacnia włosy i przywraca im naturalny blask, ogranicza łamliwość i rozdwajanie się końcówek,
- paznokcie – sprawia, że paznokcie są zdrowe i mniej łamliwe, szybciej rosną, a skórki nie zadzierają się!

Prawda! Jak już wspomniałam olejek ma bardzo szerokie zastosowanie. Sama to wypróbowałam. Nakładałam go na twarz, jak również na włosy i dłonie.

Paznokcie: nanieść olej bezpośrednio na paznokcie lub moczyć je w oleju wymieszanym z sokiem cytrynowym. U mnie sprawdza się opcja pierwsza. Nakładam po kropli olejku na każdy paznokieć i delikatnie wmasowuje go również w skórki. Czasami produkt rozprowadzałam na całych dłoniach, aby je bardziej nawilżyć.

Włosy: wetrzeć we włosy, a następnie okryć głowę ręcznikiem lub czepkiem. Po godzinie zmyć szamponem. Olej można również stosować na zniszczone końcówki włosów. U mnie wygląda to troszkę inaczej. Stosuje dosłownie kilka kropel na umyte, ale już suche włosy. Chcę je wygładzić i trochę ujarzmić. Jeśli nie przesadzimy z ilością produktu to nie ma obawy, że włosy będą za bardzo obciążone czy też tłuste.

Skóra: niewielką ilość oleju wmasować w obszary wymagające regeneracji. Stosować przynajmniej raz dziennie. To chyba jedyne czego nie próbowałam. 

Na koniec jeszcze jedna informacja od producenta
Doskonała ochrona!
Dzięki wysokiej zawartości przeciwutleniaczy olej arganowy najeży do najskuteczniejszych kosmetyków o działaniu ochronnym! Codzienne stosowanie kosmetyku chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, które powstają na skutek działania promieni słonecznych, zanieczyszczeń i niezdrowego trybu życia.

Jak widzicie jest to produkt naprawdę wszechstronny. Myślę, że może się przydać w każdej kosmetyczce. Na uwagę zasługuje również fakt, że jest to w 100% olej naturalny i nie zawiera konserwantów. Jak dla mnie super sprawa. 

Dajcie znać jak wygląda Wasza przygoda z olejkami :) Do czego używacie i jakie polecacie? 

piątek, 2 września 2016

Denko Sierpień

Tradycyjnym Denkiem witamy nowy miesiąc! Ciężko uwierzyć, że to już wrzesień... i kiedy to zleciało?
Sierpień oceniam całkiem nieźle pod względem zużyć. Jestem w szoku, że tym razem również pojawia się lakier do paznokci :) ale to dobrze, zapasów i tak mam jeszcze sporo ;-) A co więcej udało mi się wykończyć? 

Denko Sierpień

1. Venus, żel do higieny intymnej - łagodna formuła, nie podrażnia, a w dodatku jest wydajny. Nie mam do czego się przyczepić dlatego oceniam go na: kupię ponownie.

2. Eveline, Art Scenic korektor - ma dobre krycie, nie rolował się i spełniał moje oczekiwania. Niestety kolor, który kupiłam był dla mnie trochę zbyt ciemny, ale okres letni pozwolił mi go zużyć. Może kupię ponownie. Nie dostał koloru zielonego tylko dlatego, że po prostu mi się znudził i chętnie teraz wypróbuję coś innego. 

3. Rimmel Stay Matte, puder - więcej o nim tutaj: KLIK Kupię ponownie.

4. Avon Scent Essence - Vibrant Fruity, woda toaletowa - miałam już kiedyś inną wersję zapachową tej wody i w sumie z obu byłam zadowolona. Vibrant Fruity pachnie lekko słodki, kwiatowy. Nuty zapachowe: dojrzałe jeżyny, kwiaty jabłoni, delikatny aromat drzewny. Kupię ponownie. 

5. Gliss Kurr Oil Nutritive, maska do włosów - pisałam o niej w poprzednim poście, który możecie przeczytać tu: KLIK Prawdopodobnie kupię ponownie. 

6. Eveline 8w1, odżywka do paznokci - wiem, że zbiera ona różne opinie. Jedni ją chwalą, a inni nienawidzą. U mnie się sprawdza :) Nie dość, że dobrze wpływa na paznokcie to na dodatek daje bardzo ładny efekt, à la french manicure. Płytka paznokcia wygląda zdrowo i jest wzmocniona. Kupię ponownie.

7. No name, czerwony lakier do paznokci - i tu jest szał, ponieważ nie tak dawno (Denko Czerwiec) również zużyłam czerwony lakier. Brawo ja! Tym razem odcień trochę ciemniejszy.

8. Rival de Loop, Hydro, krem pod oczy - bardzo fajny kremik pod oczy dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z tego typu produktami i jeszcze nie mają dużych problemów ze skórą wokół oczu. Krem dobrze nawilża, nie podrażnia i w sumie to tyle. Nie sprawdzi się u osób troszkę starszych. Nie kupię ponownie, ale tylko dlatego, że potrzebuję już czegoś bardziej konkretnego.

9. NeoNail, Aceton - jak dla mnie świetny produkt do zdejmowania hybryd. Dobrze sobie radzi i przy okazji nie śmierdzi jak typowy aceton. NeoNail starało się zamaskować jego zapach czymś całkiem przyjemnym, słodkawym. Za to plus bo przyjemniej się go używa. Kupię ponownie.

10. Isana, mydło w płynie - ostatnio coraz częściej sięgam po mydła Isana. Są tanie, a w przy okazji całkiem dobre. Poza tym mają ciekawe warianty. Tym razem gościło u mnie mango i pomarańcza. Kupię ponownie.

11. Nivea, pianka pod prysznic - niedługo pojawi się jej pełna recenzja :)

12. Listerine, płyn do płukania ust - jest to produkt, który nie raz pojawił się w moim denku. Wersję Zero lubię najbardziej, ponieważ jest delikatniejsza niż inne płyny Listerine i nie pali tak w buzię :) Płynów do płukania nie używam regularnie, ale od czasu do czasu chętnie po nie sięgam. Kupię ponownie.

13. AA Hydro Algi, żel oczyszczający do mycia twarzy - dobrze mi służył. Nie podrażniał i nie powodował uczucia ściągnięcia. Na kilka godzin niwelował sebum i radził sobie z niewielkimi niedoskonałościami. Cera po nim wydawała się promienna. Możliwe, że kupię ponownie.

14. Dove, krem do rąk - bardzo treściwy produkt, gęsty. Sądzę, że lepiej sprawdzałby się zimą. Dobrze nawilżał, ale niestety pozostawiał na skórze tą nieszczęsną warstwę... nie kupię ponowonie.

15. Nivea, płyn micelarny - więcej o nim możecie przeczytać tu: KLIK Kupię ponownie.

Kochani! Wszystkim tym, którzy rozpoczęli już rok szkolny życzę, aby był jak najbardziej udany :)
Byle do wakacji!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Gliss Kur Oil Nutritive - maska do włosów

Seria produktów do włosów Gliss Kur Oil Nutritive powinna być już Wam znana. Od jakiegoś czasu możecie je znowu spotkać, ponieważ firma Schwarzkopf powróciła z nową odsłoną tych kosmetyków do włosów. Niedawno zużyłam maskę z tej linii i teraz przyszła pora, aby napisać na jej temat kilka słów.

Gliss Kur Oil Nutritive - maska do włosów

Maseczka przeciwdziałająca rozdwajaniu się włosów intensywnie pielęgnuje dłuższe włosy, oraz chroni skłonne do rozdwajania się końcówki – już po 1 minucie od nałożenia. Redukuje rozdwajanie końcówek aż do 97%.
Wyjątkowa formuła, zapobiegająca rozdwajaniu się końcówek włosów, zawiera 7 regenerujących olejków odżywczych. Chroni włosy aż po same końce i zapewnia im zdrowy połysk. Formuła z kompleksem płynnej keratyny precyzyjnie regeneruje uszkodzenia włosów oraz wypełnia pęknięcia na ich powierzchni.

Jest to maska, która ma przeciwdziałać rozdwajaniu się końcówek. No cóż... nie jestem w stanie tego sprawdzić, ale mam nadzieję, że to robi ;-) Dostajemy ją w okrągłym, odkręcanym opakowaniu o pojemności 200ml. Można trochę narzekać na takie rozwiązanie, ale ze względu na jej konsystencję, jest to najlepsza opcja. Z innego typu opakowania ciężko byłoby nam wydostać produkt. Maska jest bardzo gęsta i zbita, przypomina masła do ciała przez co wydaje mi się, że jest bardzo "treściwa". Swoją konsystencję prawdopodobnie zawdzięcza występowaniu masła Shea na wysokim miejscu w składzie. Oprócz niego mamy również szeroką gamę olejków. 
Maska pachnie trochę słodko, ale przyjemnie. Dobrze się ją nakłada.
 
Gliss Kur Oil Nutritive - maska do włosów

Początkowo z maski nie byłam zbyt zadowolona. Włosy po jej użyciu były sztywne i jakieś takie dziwne... Myślałam, że może źle ją spłukuję. Po pewnym czasie moje zdanie na jej temat zaczęło się zmieniać. Zauważyłam, że włosy lepiej reagują. Stają się gładsze, błyszczące, dobrze się rozczesują, ale niestety troszkę się puszą. Nie jestem w stanie stwierdzić czy produkt zregenerował moją czuprynę, ale wydaje mi się, że coś w tym może być. Miałam wrażenie, że włosy wprost pochłaniają lub "piją" maskę, ale przez to wydajność oceniam jako średnią. Wydaje mi się również, że kosmyki są mniej "sianowate". Oby coś w tym było :)

Myślę, że do maski Gliss Kur jeszcze kiedyś wrócę. Nie pojawił się tu żaden powalający efekt, ale sądzę, że od czasu do czasu taki produkt moim włosom może się przydać. 

sobota, 20 sierpnia 2016

Lovely - rozświetlacz

Swoją przygodę z konturowaniem twarzy zaczęłam od bronzera, później pojawił się róż, a dopiero na samym końcu w mojej kosmetyczce zagościł również rozświetlacz. I dziś parę słów o tym ostatnim. A dokładniej przyjrzymy się kultowemu produktowi z Lovely, który dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych: ciepłym "GOLD highlighter" i chłodnym "SILVER highlighter".

Lovely - rozświetlacz

Podczas jednej z promocji w Rossmannie do koszyka wpadł ten rozświetlacz z Lovely, którego cena była wręcz śmiesznie niska. Tym bardziej stwierdziłam, że to dobra okazja, aby go wypróbować. Jestem bladziochem, więc zdecydowałam się na odcień chłodny.
Rozświetlacz znajduje się w całkiem ładnym, okrągłym opakowaniu, które jest odkręcane - dla niektórych to może być minus, ale mnie zupełnie nie przeszkadza. Pudełeczko sprawia wrażenie mało solidnego, ale mimo to, że noszę go ciągle w kosmetyczce (z którą również podróżuję) to nic się nie oderwało ani nie pękło. Jedyne co można zauważyć to delikatne ścieranie się napisów na wieczku. 

Lovely - rozświetlacz

Długo zwlekałam z zakupem swojego pierwszego rozświetlacza. Zazwyczaj stawiałam na mat i robiłam wiele, aby nic na mojej buzi się nie świeciło. Chyba jednak dorastam bo moje poglądy na ten temat się zmieniają i uważam, że odrobina "zdrowego blasku" naprawdę dodaje twarzy uroku. Produkt z Lovely bardzo polubiłam! Łatwo się z nim pracuje. Na kościach policzkowych tworzy piękną taflę i ślicznie się mieni. A dodatkowo odcień SILVER jest dla posiadaczek bladej twarzy po prostu świetny. Nie dostrzegam w nim dużych, brokatowych drobinek. Uważam, że jest całkiem dobrze zmielony. Można go aplikować pędzlem, jak również gąbeczką czy palcami. Jest dobrze napigmentowany, ale bez problemu możemy regulować "moc blasku". Ładnie się rozciera, tworząc piękną całość.  Na buzi utrzymuje się długo.

Lovely - rozświetlacz

Nie wiem do czego mogę się przyczepić. Pewnie dziewczyny, które są bardziej doświadczone w kwestii rozświetlaczy coś na niego znajdą ;-) ale dla mnie to bardzo dobry produkt, który jest łatwo dostępny i przy okazji tani. Cieszę się, że go kupiłam! Od czasu do czasu stosuję go również na powiekę lub do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka. Ładnie wygląda również pod łukiem brwiowym.
Kto zna i też lubi?

sobota, 13 sierpnia 2016

Yves Rocher - Płukanka octowa z malin

Mamy lato, czas bogaty w dary natury. To teraz z łatwością możemy sięgnąć po owoce, np. maliny. Pachnące, soczyste i świeże. Jestem pewna, że o tej porze roku również w łazience goszczą u Was produkty inspirowane przyrodą. Lubimy otaczać się tą świeżością. Więcej malin? Proszę bardzo - mamy płukankę octową do włosów!

Płukanka octowa z malin - Yves Rocher

Jeszcze przed zakupem tego produktu już wiele o nim czytałam. Płukanka przeważnie zbierała pozytywne opinie. Postanowiłam spróbować :)
Opakowanie bardzo mi się podoba. Wygląda jak eliksir ;-) Patrząc na zakrętkę myślałam, że płukanka będzie aplikowana pipetą, jednak nie. Mamy tu do czynienia z niewielkim otworem, jest to zarówno plus tego produktu jak i jego minus. Zaletą jest to, że nie przesadzimy z ilością kosmetyku, ponieważ dziurka dozuje bardzo niewielkie partie płynu. Niestety otwór jest także sporą wadą. Aplikacja płukani jest trochę kłopotliwa, początkowo nie wiadomo jak się za to zabrać. Nakładać bezpośrednio na włosy czy może najpierw na rękę? Mała podpowiedz z mojej strony - wygodniejszy jest pierwszy sposób. Zdecydowanie przydałby się tu atomizer!

Płukanka octowa z malin - Yves Rocher

Kosmetyk stosujemy po umyciu włosów. Naskładamy ją na mokre/wilgotne włosy, pozostawiamy na kilka minut i spłukujemy. 
Używanie płukanki octowej jest niesamowicie przyjemnym zabiegiem. Co za zapach! Aż chce się wylać buteleczkę na całe ciało ;-) Pachnie po prostu obłędnie i to moim zdaniem największy atut tego produktu. Bez problemu można poznać, że to zapach malin. Normalnie z mojej strony same ochy i achy! Ale niestety... płukanka pachnie tak pięknie jedynie podczas aplikacji, później nic na włosach nie pozostaje. Ubolewam nad tym niesamowicie bo bardzo chciałabym, żeby zapach się utrzymywał. Chociaż te kilka godzin...
Co do działania to nie mam zastrzeżeń. Nie obciąża włosów oraz ich nie plącze. Uwaga! Z racji tego, że jest to płukanka octowa, a więc o pH kwaśnym, może wystąpić lekkie przesuszenie włosów. U mnie jednak nic takiego nie wystąpiło. 

Tradycyjnie używany ze względu na swoją kwasowość, ekologiczny ocet winny z malin znany jest ze swych właściwości wygładzających i usuwających kamień osadzony na włosach. Te właściwości wpływają na przywrócenie włosom blasku.

Od razu wiedziałam, że z moim puchem na głowie nie poradzi sobie zwykła płukana, dlatego nie nastawiałam się na wygładzenie włosów. Co do blasku... może trochę się pojawił, ale z pewnością to nie był efekt jak z reklam :)

Płukankę octową z malin polecam kupować w promocji, 24.90zł za 150ml to trochę sporo. Jednak należy tu wspomnieć, że produkt jest wydajny i ma dobry skład.
Wydaje mi się, że do tego kosmetyku wrócę. Może nie działa jakoś zniewalająco, ale za to ten zapach uzależnia!

wtorek, 2 sierpnia 2016

Denko Lipiec

Nowy miesiąc to podsumowanie zużyć. Tym razem przeważają produkty do włosów. Mamy też kilka kosmetyków, które już kiedyś w Denko się pojawiły, ale sporą część stanowią zupełne nowości. Co się tym razem sprawdziło, a co nie? Zapraszam do czytania.

Denko Lipiec

1. BingoSpa, szampon kolagenowy - tani szampon o dużej pojemności. Nie był zły, ale bez odżywki w moim przypadku nie mogło się obejść! Niestety trochę plątał włosy i głównie to wpłynęło na moją opinię. Zapach średni, ale nie taki zły. Ogólnie ten szampon to przeciętniak, ale na szczęście szkody nie wyrządził i nie podrażnił. Nie wiem czy kupię ponownie.

2. Rimmel Stay Matte, podkład - co do niego mam mieszane odczucia. Lubiłam go bo naprawdę dawał świetny mat, ale niestety trochę podkreślał suche skórki... To kosmetyk, który ma zalety jak i wady Miał ciekawą konsystencję, dość zbitą jak na podkład. Hmm... myślę, że jeszcze do niego wrócę. 

3. Syoss, suchy szampon - to już druga buteleczka tego suchego szamponu. Nie jest on tak dobry jak sławny Batiste, ale zły również nie jest. Sprawdzał się i nie mam co narzekać. Poza tym ma całkiem przyjemny zapach. Kupię ponownie.

4. Got2be, spray nabłyszczający do stylizacji - dostałam go w jednym z kosmetycznych boxów. Nie zależało mi na efekcie nabłyszczania, więc nie zwracałam szczególnej uwagi czy się w tej kwestii sprawdza. Lubię odżywki w sprayu, więc ten produkt służył mi jako wspomagacz rozczesywania i radził sobie z tym całkiem dobrze. Nie mogę powiedzieć o nim czegoś złego, ale mimo wszystko nie wiem czy kupię ponownie, ponieważ do moich potrzeb wolę sięgnąć po jakiś odżywczy spray.

5. Yves Rocher, płukanka octowa - napiszę o niej coś więcej w najbliższym czasie.

6. Intimea, żel do higieny intymnej - kolejny raz w Denku. Dobry i sprawdzony żel. Kupię ponownie.

7. Tutti Frutti, balsam do mycia rąk - cudowny zapach! ale chyba tym nikogo nie zaskoczę bo produkty tej marki już po prostu tak mają, że pięknie pachną. Balsam do mycia rąk różni się tym od mydła, że ma bardziej kremową konsystencję i nie wysusza dłoni. Prawda :) Kupię ponownie.

8. Isana, żel pod prysznic - bardzo lubię te żele. Tym razem gościła u mnie wersja Aloesowa. Ładnie pachnie i dobrze myje, a poza tym mało kosztuje. Kupię ponownie.

9. Oillan, bioaktywna emulsja do mycia - mimo, że zużyłam całe opakowanie to nadal mam problem, aby wypowiedzieć się na temat tego produktu. Na szczęście mam jeszcze jedną tubkę, więc jeszcze trochę potestuję :)

10. Head & Shoulders (gęste i mocne), szampon przeciwłupieżowy - również trafił do mnie razem z jakimś kosmetycznym boxem i mimo, że nie mam problemów z łupieżem do jednak go zużyłam. I stwierdzam, że to całkiem niezły szampon. Naprawdę go polubiłam. Ma kremową, gęstą konsystencję i świetnie się pieni. Poza tym jak pachnie! Świeżo i przyjemnie. Zapach dość długo utrzymuje się na włosach, co dla mnie jest zaletą. Nie podrażnił skóry głowy. Kupię ponownie. 

niedziela, 24 lipca 2016

Nivea - krem do oczyszczania twarzy

Jest mi wstyd! Za to, że w tym miesiącu pojawiło się tak mało wpisów, a obiecywałam sobie poprawę... Mimo, że ostatnio rzadko zaglądam na Wasze blogi to jest mi strasznie miło, że nie wszyscy o mnie zapomnieli. Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny. A jeśli chcecie wiedzieć co u mnie słychać to zapraszam na mój Instagram KLIK
A dziś recenzja kremu do oczyszczania twarzy od Nivea. Jest to nowość na rynku, ale czy warta wypróbowania?

Nivea - krem do oczyszczania twarzy

DZIAŁANIE
Pielęgnująca formuła sprawia, że skóra jest oczyszczona, gładka i naturalnie piękna.
- dokładnie, a zarazem łagodnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń 
- utrzymuje naturalny poziom nawilżenia skóry 
- pielęgnująca formuła z Euceritem®, pantenolem i niepowtarzalnym zapachem Kremu NIVEA jest dostosowana do wszystkich typów cery.

Pierwszy rzut oka na opakowanie i już wiemy, że jest to produkt Nivea. Mamy tu do czynienia z charakterystyczną dla tej marki szatą graficzną. Krem znajduje się w miękkiej tubce o pojemności 150ml, zamykanej na popularny "klik".
Nazwa kosmetyku jest trafiona. Jego konsystencja to coś między klasycznym kremem Nivea, a wersją Soft. Nakładając go na buzię mamy wrażenie, że to faktycznie zwykły krem. Pod wpływem pocierania zaczyna bardziej przypominać mleczko do twarzy, ale na szczęście nie pozostawia nieprzyjemnego filmu, który jest dla nich typowy.
Produkt ma zapach tradycyjnych kosmetyków Nivea. No i super! Bo mam do niego wielki sentyment i pozytywnie mi się kojarzy.
Moim zdaniem krem dobrze oczyszcza buzię i ładnie zbiera sebum. Wiem, że u niektórych osób powodował zapychanie, ale u mnie nic takiego nie miało miejsca. Po jego użyciu skóra jest świetnie nawilżona! Powiedziałabym nawet, że czasami można zrezygnować z nałożenia zwykłego kremu. Moim zdaniem jest to największy plus tego produktu.

Krem do oczyszczania twarzy od Nivea stosuję na kilka sposobów. Solo, np. do porannego odświeżenia buzi lub po wstępnym demakijażu płynem micelarnym, aby mieć pewność, że pozostałości podkładu zostaną dokładnie zmyte. Czasami po zastosowaniu tego kremu używam jeszcze żelu do mycia buzi.

Mimo tego, że w Internecie pojawia się wiele mieszanych opinii na temat tego kremu do oczyszczania twarzy, to ja zdecydowanie mogę powiedzieć, że jestem z niego zadowolona. Nie podrażnia, nie pozostawia tłustej warstwy i w moim przypadku nie zapycha. Potwierdzam, że dobrze oczyszcza. Jednak najbardziej jestem zadowolona z tego, że dba o nawilżenie mojej skóry, a dodatkowo cudownie pachnie.