piątek, 13 stycznia 2017

Kerabione - suplement dla włosów, skóry i paznokci

Każda z nas marzy o pięknych włosach, skórze i paznokciach. Czasami, aby to osiągnąć musimy sięgnąć po pewna wspomagacze. Mowa tu o suplementach diety. Czy one naprawdę działają? - To sprawa bardzo indywidualna. Zależy jakich składników nam akurat brakuje i czy dany produkt w odpowiedniej ilości nam ich dostarczy.

Dziś kilka słów Kerabione - suplemencie, który zgodnie z obietnicami producenta:
– Pomaga zachować zdrowe włosy – Biotyna, Selen, Cynk
– Pomaga w utrzymaniu prawidłowej pigmentacji włosów – Miedź
– Pomaga zachować zdrowe paznokcie – Selen, Cynk
– Pomaga zachować zdrową skórę – Witamina A, Biotyna, Nicyna, Ryboflawina, Cynk

Sposób użycia: 2 kapsułki dziennie podczas posiłku. Nie należy przekraczać zalecanej porcji do spożycia w ciągu dnia.
 
Opakowanie zawiera 60 kapsułek, co wystarczy nam na 30 dni suplementacji. Tabletki są dość spore, ale nie ma problemu z ich połknięciem. Lekko czuć, że mają zapach drożdży. Akurat mi to nie przeszkadza, ponieważ sporo produktów o takim przeznaczeniu ma podobny smak lub zapach.
Kerabione, dzięki osłonce nie posiadają smaku.

Kerabione - suplement dla włosów, skóry i paznokci

Zużyłam jedno opakowanie i co mogę powiedzieć?
Zauważyłam poprawę kondycji paznokci. Przestały się łamać i rozdwajać, stały się wyraźnie mocniejsze. Miałam problem z pękającymi paznokciami na kciukach - zawsze w tym samym miejscu! Na szczęście na razie ten kłopot minął.
Druga sprawa to wpływ na włosy. Mam wrażenie, że mniej wypadają, widać to szczególnie podczas mycia. Nie jest to efekt powalający na kolana, ale każdy włos, który pozostanie na naszej głowie powinien nas ucieszyć ;-)
Wyraźnego działania Kerabione na skórę nie zauważyłam, ale nie mam z nią dużych problemów.

Ciężko jest ocenić jednoznaczny wpływ suplementu, ponieważ nie możemy tego miarodajnie zmierzyć. Opieramy się jedynie na naszych obserwacjach. Zdaję sobie także sprawę, że jedno opakowanie nie zdziała cudów, ale też na pewno nie zaszkodzi ;-) Dobrze jest czasem dostarczyć organizmowi pewnych składników "ekstra".
Co myślicie? Jakie jest Wasze podejście do stosowania suplementów?

wtorek, 10 stycznia 2017

Serical Crema al Latte - maska do włosów

Maskę do włosów Serical Crema al Latte mogliście zobaczyć już w denku: KLIK Wspomniałam tam, że często jest ona nazywana Kallosem, niestety mylnie. Duże, 1000ml opakowanie maski Serical przywodzi jednak na myśl osławione produkty Kallos.
Zostawmy jednak problemy nazewnictwa, porozmawiajmy o działaniu!

Serical Crema al Latte - maska do włosów
 
Dzięki proteinom pozyskanym z mleka krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały do zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację.
 
Pojemność produktu jest ogromna! Potrzeba czasu, aby zużyć ją do końca. Opakowanie maski jest dobrze wykonane, wytrzymało tak długie użytkowanie. Niektórzy mogą powiedzieć, że forma słoja i nakładanie produktu nie będzie wygodne. Jednak ja nie widzę tu lepszego rozwiązania. Należy zwrócić uwagę na konsystencję produktu - jest gęsty, budyniowaty. Najwygodniej nabierać go dłońmi przy okazji dozując odpowiednią ilość.
Maska ma przepiękny zapach! Coś jakby mleczno - śmietanowy, kojarzy mi się trochę z budyniem. Bardzo mi się spodobał :) Zapach jest dość mocny i niestety po dłuższym stosowaniu produktu, zaczął mi przeszkadzać i zmuszona byłam robić sobie przerwy w stosowaniu. Mimo to cieszę się, że maska jest dość długo wyczuwalna na włosach.
Maska dobrze się rozprowadza i nie spływa z włosów. Jeszcze pod prysznicem można zauważyć działanie kosmetyku. Włosy są odżywione i już czuć, że nie ma na nich kołtunów ;) I faktycznie, później dużo łatwiej jest je rozczesać. Poza tym włosy są sypkie, jedwabiste i lekko wygładzone, ale oczywiście mój puch nie został ujarzmiony w sposób, który by mnie zadowalał. Produkt nie obciąża włosów. 

Z maski Serical jestem bardzo zadowolona. Dobrze działa i ładnie pachnie, ale musiałam od czasu do czasu ją odstawić. Nie wiem czy kupię ją ponownie, ponieważ już mi się trochę znudziła.
Teraz mam ochotę na prawdziwego Kallosa :) Którego polecacie do puszących się włosów?

środa, 4 stycznia 2017

Denko Grudzień

Witam się w 2017 roku! Dobrze bawiliście się podczas sylwestrowej nocy? Mam nadzieję, że ten rok będzie dla każdego z nas bardzo udany :)
A ja już tradycyjnie nowy miesiąc rozpoczynam od podsumowania zużyć. Tym razem skromnych...

Denko Grudzień

1. Dove, regenerująca maska do włosów z aktywatorem ciepła - rewelacyjnie zadziałała na moje włosy :) Najpierw nakładamy maseczkę, a następnie aktywator ciepło. I naprawdę produkt rozgrzewa! Oczywiście czujemy to na dłoniach podczas aplikacji, ale przynajmniej mamy pewność, że na włosach to także działa. Mimo tego, że maska sprawdziła się super to jednak nie wiem czy kupię ponownie, ponieważ jej cena powala. Około 20 zł za jednorazowe użycie to jednak sporo.
2. Facelle, chusteczki do higieny intymnej - moim zdaniem najlepsze. Nie podrażniają i są solidnie wykonane. Kupię ponownie.
3. Sylveco, rumiankowy żel do twarzy -  delikatny produkt, który dobrze oczyszcza twarz z wszelkich zanieczyszczeń i resztek makijażu. Kosmetyki Sylveco pozytywnie mnie zaskakują. Kupię ponownie.
4. Apar, próbki perfum - zużyłam dwie próbki, które dostałam razem z pełnowymiarowymi produktami. Świetnie sprawdziły się w podróży, ponieważ wygodnie się je aplikuje, zajmują mało miejsca i są lekkie. Idealne na kilkudniowy wypad. A więcej można przeczytać tu: KLIK Dwie pojawiły się także w poprzednim Denku.


5. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem - to już kolejne opakowanie jakie zużyłam. naprawdę ją uwielbiam! Świetnie nawilża usta i delikatnie peelinguje. Super sprawdza się szczególnie o tej porze roku. Więcej o niej można przeczytać tu: KLIK Kupię ponownie

6. Yves Rocher, peelingujący żel pod prysznic - wersja kandyzowana pomarańcza i migdał. Jest to produkt z edycji świątecznej. Cudownie pachnie! Bardzo przyjemnie się go używało. Efekt peelingu bardzo  subtelny, bez obaw można było go stosować codziennie. Możliwe, że jeszcze uda Wam się go zdobyć w sklepach. Pozostawiam bez oceny, ponieważ to edycja limitowana.

7. Isana, mydło w płynie - wspominałam już, że w Denku pokazuję jedynie wybrane mydła, a to z Isany zasługuje na to, aby się tu pojawiło. Karmel i jabłko - kolejne udane połączenie. Pozostawiam bez oceny, ponieważ to edycja limitowana.

8. Serical - Crema al Latte, maska do włosów - niektórzy nazywają ją Kallosem, inni mówią, że nim nie jest (i ja raczej również do tej grupy należę). Tak czy inaczej maska ma ogromną pojemność (1000ml) i myślałam, że nie dam rady jej zużyć, ale jednak się udało :) Myślę, aby napisać jej dłuższą recenzję. Nie wiem czy kupię ponownie, ale tylko ze względu, że mi się już znudziła. 

I to wszystko :) Dajcie znać, czy znacie te produkty i jak sprawdziły się u Was.  
Tym oto wpisem oficjalnie zamykam rok 2016 ;-) 

sobota, 31 grudnia 2016

Vellie - nawilżający żel pod prysznic z olejem arganowym od V.Laboratories

To już ostatni post w 2016 roku :)  To niesamowite jak ten rok szybko zleciał! Chyba czas na podsumowanie? Będzie krótkie - to był dobry rok, stałam się bogatsza o kilka doświadczeń. A jak 2016 wyglądał z perspektywy blogowania? No tu nie jestem zadowolona z częstotliwości publikowanych przeze mnie postów, ale wina leży w braku czasu. Miałam także okazję uczestniczyć w kilku ciekawych wydarzeniach, między innymi w spotkaniach blogerek. 

To teraz czas na ostatnią recenzję.
Kosmetyki V.Laboratories do tej pory nie były mi znane. Widziałam je czasami w Biedronce, ale jakoś nie miałam okazji ich kupić. Tym bardziej cieszę się, że na ostatnim spotkaniu blogerek otrzymałam żel pod prysznic tej firmy.

V.Laboratories - Vellie nawilżający żel pod prysznic z olejkiem arganowym

Nawilżający żel pod prysznic przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, w tym skóry wrażliwej. Delikatna formuła żelu pozostawią skórę gładką i nawilżoną, o przyjemnym zapachu. Żel oczyszcza skórę, nie wysuszając jej. Dodatkowo pozostawia delikatny, ochronny film. Zapewnia uczucie świeżości i czystości przez cały dzień. Produkt testowany dermatologicznie, posiada naturalne pH dla skóry.

Składniki aktywne:
  • Gliceryna - hydrofilowa substancja nawilżająca,
  • Panthenol (prowitamina B5): pielęgnuje, łagodzi podrażnienia, regeneruje uszkodzony naskórek a także podwyższa wilgotność skóry i uelastycznia ją.
  • Olej arganowy bogaty w NNTK - niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe w tym kwas oleinowy - omega-9; idealny składnik do skóry suchej, podrażnionej i zniszczonej, działa nawilżająco oraz wygładzająco. 
Żel ma pojemność 500ml, a więc sporo. Wyposażony jest w pompkę co przy takiej wielkości bardzo się przydaje. Pompka nie zacina się, ale dozuje mało produktu. Czy to wada? Zależy co kto lubi. Ja, aby wydobyć zadowalającą ilość żelu muszę się trochę namachać ;) Ma mleczny  kolor i konsystencję kremowo - żelową.
Nie mam dużych wymagań jeśli chodzi o żele pod prysznic. Ważne jest, aby miały ładny zapach i dobrze myły. Vellie spełnia te wymagania. Jego zapach jest podobny do innych produktów zawierających olejek arganowy, ale może jest odrobinę bardziej słodki. Nie jest wyczuwalny na skórze.
Żel dobrze myje i nie podrażnia skóry. Niestety nie zauważyłam, żeby nawilżał skórę. Produkt jest wydajny.

Vellie to całkiem dobry produkt. Może nie powala na kolana, ale robi to co powinien.

wtorek, 27 grudnia 2016

Selfie Project - 3w1 (żel, peeling, maseczka) oraz lekki krem matująco nawilżający

Selfie Project to kosmetyki stworzone przez specjalistów dla wyjątkowo wymagającej młodej cery. Seria została stworzona z myślą o nastolatkach – zarówno tych młodych ludziach, którzy dopiero wkraczają w okres dojrzewania, pełni obaw o swój nie zawsze korzystnie zmieniający się wygląd, jak i tych, którzy już od dłuższego czasu zmagają się z niedoskonałościami skóry i chcą im zapobiegać. 


Mimo, że mój wiek już nie kończy się na "-naście" to jednak zdecydowałam się na wypróbowanie tych kosmetyków. Od czasu do czasu na mojej twarzy pojawiają się niedoskonałości. Walczę również z zaskórnikami oraz nadmiernym wydzielaniem sebum. Selfie Project skusiło mnie swoimi zapewnieniami. Jak możemy przeczytać na stronie producenta systematyczne stosowanie produktów oznacza:
  • zapobieganie powstawaniu niedoskonałości dzięki skutecznemu oczyszczeniu i pielęgnacji skóry
  • zmniejszenie częstotliwości występowania nowych zmian
  • wspomaganie gojenia się zmian – wyprysków, zaskórników zamkniętych i otwartych, ranek powstałych po mechanicznym usuwaniu niedoskonałości
  • natychmiastową wizualną poprawę wyglądu skóry – zwężenie porów, zmatowienie cery, wyrównanie kolorytu, efekt Glamour, osiągnięty dzięki zastosowaniu specjalnych pigmentów
  • dzięki temu skóra i Ty jesteście gotowi na Selfie!
Szata graficzna produktów bardzo mi się podoba. Jest kolorowa, ale nieprzesadzona. Faktycznie opakowania kojarzą się z kosmetykami dla młodzieży, tym bardziej, że mamy na nim kilka hashtagów ;)
Z tyłu znajdziemy opis marki, produktu oraz sposób użycia. Kosmetyki zabezpieczone są folią, a więc mamy pewność, że nikt tam nie grzebał :)


 3w1 Żel myjący + peeling + maseczka to wielofunkcyjny preparat do stosowania 2-3 razy w tygodniu jako intensywny sposób na oczyszczenie i wygładzenie skóry. Głęboko złuszcza i odblokowuje pory, pozostawiając skórę czystą, świeżą i matową.

Kosmetyk dostępny jest w 150ml tubce, zamykanej na klik. Opakowanie jest wygodne, bez problemu można wydostać z niego odpowiednią ilość produktu, który możemy stosować na trzy sposoby: jako żel do twarzy, peeling oraz maseczkę. I w każdej roli spisuje się całkiem nieźle! Osobiście najbardziej jestem zadowolona z jego peelingujących umiejętności. Mamy tu zmielone pestki moreli, które świetnie radzą sobie z usunięciem martwego naskórka. Lubię mocne zdzieraki, ale osoby z wrażliwą cerą powinny być ostrożne. U mnie nie wystąpiły żadne podrażnienia czy zaczerwienienie. Produkt poradził sobie z suchymi skórkami na policzkach, a zmagałam się z nimi dość długo...
Używając żelu zauważyłam także szybsze znikanie niedoskonałości oraz łagodzenie różnych zmian. Niestety z zaskórnikami nie poradził sobie aż tak dobrze. Uważam również, że dobrze usuwa sebum.
Produkt pięknie pachnie cytrusami. To bardzo przyjemny zapach, który zdecydowanie umila jego używanie. Po umyciu buzi konieczne jest użycie kremu, ponieważ odczuwam delikatne ściągnięcie na policzkach.


Lekki Krem matująco-nawilżający redukuje nadmierne błyszczenie się twarzy i jednocześnie nawilża skórę i zapobiega przesuszeniu, które wywołuje nadprodukcję sebum. Krem przywraca skórze stan równowagi i działa przeciw niedoskonałościom. Lekka formuła, 0% lepkości. Innowacja! FotoCzułe Pigmenty natychmiast wizualnie upiększą skórę. Zapewniają Efekt Glamour! – błyskawiczny optyczny efekt doskonałej, gładkiej skóry. 

Z kremu jestem naprawdę zadowolona! W tym przypadku także mamy tu tubkę, zamykaną na klik - pojemność 50ml.
Krem ma lekko szary kolor. Tutaj już nie są wyczuwalne cytrusy, ale zapach jest delikatny i całkiem przyjemny. Konsystencja kremu jest bardzo lekka. Produkt błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy ani filmu. Największą zaletą tego kosmetyku jest to, że naprawdę rewelacyjne matuje! Nie spodziewałam się, że poradzi sobie z moim świecącym czołem, a jednak :)
Po użyciu kremu ilość wydzielanego sebum jest znacznie zredukowana i przez znacznie dłuższy czas mogę cieszyć się matem. Dla mnie coś wspaniałego :)
Produkt można stosować dwa razy dziennie. Ja sięgam po niego jedynie rano, ponieważ nadaje się pod makijaż. Krem nie roluje się oraz nie zapycha.
Nie zauważyłam jednak żadnego efektu Glamour po użyciu kremu, ale to nie jest dla mnie tak istotne. Najważniejsze, że matuje! 

Marka Selfie Project bardzo miło mnie zaskoczyła. Jestem zadowolona z testowanych produktów :) Najwidoczniej moja skóra nadal czuje się młodo i czasami potrzebuje kosmetyków, które są przeznaczone właśnie do takiej cery.
Poza tym bardzo podoba mi się pomysł marki oraz ich podejście marketingowe, które idealnie współgra z ich nazwą. Cera gotowa na selfie? Pewnie!

niedziela, 25 grudnia 2016

Wesołych Świąt!

Radosnych świąt Bożego Narodzenia,
rychłego spełnienia każdego marzenia.
Ciepła, wiary i życzliwości,
a w Nowym Roku samych pomyślności.
 
 
~Karolina

piątek, 23 grudnia 2016

Lavera - Blue Orchid 02, cień do powiek

Lavera to firma mająca w swojej ofercie kosmetyki naturalne. Jak sami piszą: "Wszędzie, gdzie jest to możliwe, firma wykorzystuje składniki roślinne pochodzące z kontrolowanych upraw ekologicznych...". Trzeba przyznać, że ostatnio jest to bardzo na topie. Sama nie jestem maniaczką naturalnych kosmetyków, ale z chęcią je poznaję, gdy tylko mam tu kemu okazję.
Dziś krótka recenzja cienia do powiek Labera o nazwie Blue Orchid 02.


"Te cienie do powiek mogą być stosowane zarówno na suche, jak i na mokre powieki, pozwalają także stworzyć makijaż złożony z wachlarza jasnych metalicznych kolorów. Mineralne  metaliczne cienie do powiek  wykonane z kompleksów multimineralnych  i wielu naturalnych pigmentów odbijających światło. Dodatkowo wspaniałe odcienie kolorystyczne przyciągają wzrok." 

Kosmetyk znajduje się w solidnie wykonanym opakowaniu i z dokładnym zamykaniem. Produktu mamy tu 1,5g. Cień jest wypiekany. Podczas aplikacji nie osypuje się i w sumie dobrze nakłada się go pędzelkiem.
Cień ma ładny kolor - granatowy, ale jakby połączony z szarością. Niestety bardzo rzadko stosuję takie odcienie. Na co dzień królują u mnie beże i brązy.
Niestety pigmentacja cienia jest bardzo słaba. To jego największa wada. Do wydobycia jego prawdziwego koloru należy nałożyć kilka warstw, a dodatkowo przy tym nieźle się napracować.
Kosmetyk może być aplikowany na sucho i na mokro. Gdy zastosujemy ten drugi sposób, zauważymy poprawę pigmentacji. Kolor staje się bardziej wyraźny i głęboki, ale i tak to jeszcze nie to... 
W ciągu dnia cień delikatnie się ściera. 

Podoba mi się to, że produkt został przebadany dermatologicznie i okulistycznie. Można mieć zatem pewność, że będzie bezpieczny dla oczu.

Niestety cień od Lavera mnie nie urzekł. Szkoda, że pigmentacja okazała się taka słaba, ponieważ jego cena jest dość wysoka - ponad 30 zł (w zależności od sklepu).