niedziela, 31 sierpnia 2014

Denko Sierpień

Dużo czy nie, oceńcie same :) Ja jestem zadowolona z ilości produktów, które udało mi się w tym miesiącu zużyć. 


Wiecie co jest najdziwniejsze? Że ilość kosmetyków w moim domu wcale się nie zmniejsza :P


1. Szampon do włosów, Pantene - dobry produkt, z którego byłam zadowolona. Czy wzmacnia włosy aż tak dobrze jak obiecuje producent? No nie wiem... ale moje włosy go lubią. Ma super zapach, który bardzo dobrze mi się kojarzy. Mam też odżywkę z tej serii, jednak nie udało mi się równo wykończyć obu produktów. Zawsze mam problem z tym, że szampon szybciej znika. Kupiłabym ponownie.

2. Odżywka bez spłukiwania, Joanna Naturia - miód i cytryna - naprawdę świetna odżywka w niskiej cenie. Włosy po niej bardzo dobrze się rozczesują. Najbardziej podoba mi się w niej to, że ciężko jest przesadzić z ilością. Nie obciąża włosów, nie skleja. Chętnie wypróbuję inne wersje. Kupiłabym ponownie.

3. Żel pod prysznic, Apart - W tym miesiącu także żel z firmy Apart. Naprawdę świetne produkty. Zawsze zniewalają mnie zapachem. Kupiłabym ponownie.

4. Żel pod prysznic, Oceania - kupiony w Biedronce.  Dobrze się pieni. Zakochałam się w jego zapachu!  Zdecydowanie umilał on kąpiel. Kupiłabym ponownie.


5. Balsam po opalaniu, Dax Sun - wspominałam już o nim w poście o kosmetykach plażowych. KLIK Nie wiem czy kupiłabym ponownie, ale to tylko ze względu na moją chęć poznania innych produktów po opalaniu.

6. Serum intensywnie wyszczuplające, Eveline - już nie raz pisałam, że jestem fanką tej firmy. Ich produkty wyszczuplające praktycznie zawsze znajdują się w mojej szafce. Lubię ten efekt chłodzenia. Szczerze to nie wierzę, że krem mnie wyszczupli, ale poprawa jędrności to już inna sprawa. W tej kwestii serum sprawuje się rewelacyjnie. Kupiłabym ponownie. 

7. Masło do ciała, Bielenda - kupione w Biedronce. Fakt, cena byłą naprawdę zachęcająca. Masło sprawowało się całkiem nieźle. Skóra byłą nawilżona i gładka. Niestety, zapach nie za bardzo przypadł mi do gustu i z tego powodu... nie kupiłabym ponownie.

8. Masło do ciała, The Body Shop - więcej pisałam o nim tu: KLIK Kupiłabym ponownie.


9. Wkładki, Discreet - wkładki tej firmy najbardziej mi odpowiadają. Są cienkie, delikatne, nie podrażniają. Naprawdę można zapomnieć, że się ją ma. Kupiłabym ponownie.

10. Żel do higieny intymniej, Intimea - znany wszystkim żel z Biedronki. Bardzo spodobała mi się wersja z pompką. Produkt spełnia swoją rolę. Nie podrażnia. Kupiłabym ponownie.

11. Plastry z woskiem, Veet - łoj... zdecydowanie nie lubię takiej formy depilacji. Plastry kupiłam już bardzo dawno temu. Użyłam ich raz... reszta, która została leżała w szafce długo. W końcu postanowiłam je wywalić. Pamiętam, że plastry nie złapały wszystkich włosków, a nogi miałam poklejone. Fakt, dołączona jest chusteczka do usunięcia resztek wosku ze skóry, ale tylko jedna! Trochę mało... Nie kupiłabym ponownie.

12. Pianka do golenia, Venus - wspominałam już kiedyś, że bardziej wolę żele do golenia niż pianki. Mimo to uważam, że ten produkt jest całkiem dobry. Zmiękcza włoski, maszynka gładko sunie, no i ładnie pachnie. Jeśli ktoś szuka pianki w dobrej cenie to polecam! Kupiłabym ponownie. 


13. Chłodzący spray do stóp, Foot Works - w lato spełniał swoją rolę idealnie. Pisałam już o nim tu: KLIK Nie wiem czy kupiłabym ponownie. Chętnie wypróbowałabym inne produkty tego typu.

14. Woda termalna, Uriage - wszystko na jej temat tu: KLIK Kupiłabym ponownie

15. Olejek do masażu, Alterra - mimo, że z założenia jest to oleje do masażu, ja stosowałam go głównie na włosy. Nakładałam go na włosy jakiś czas przed myciem. Muszę przyznać, że naprawdę poprawił ich nawilżenie. Nie miałam już tak suchych końcówek. Na uwagę zasługuję również jego skład - pełen naturalnych składników. Spodobała mi się także pompka, dzięki której nie musiałam aż tak ciapać się w olejku. Kupiłabym ponownie.

16. Mgiełka do ciała, Avon Naturals - zapach granatu. Wydaje mi się, że jest to jedna z najpopularniejszych wersji. Mgiełki dobrze się sprawują latem. Niestety ich wydajność jest bardzo słaba... ale cóż. Kupiłabym ponownie.

Znacie te kosmetyki? Stosujecie? Co o nich sądzicie? :)

środa, 27 sierpnia 2014

Biedronkowo wyprzedażowo

Na temat kosmetyków, które kupiłam na wyprzedaży w Biedronce miałam napisać już jakiś czas temu. Niestety wakacyjny wyjazd trochę pokrzyżował moje plany odnośnie kolejności wstawiania postów. Mam jednak nadzieję, że nie będziecie miały mi za złe lekkie opóźnienie. Możliwe, że dla części z Was może być już to dość stary temat.
Pewnie słyszałyście o wyprzedaży, która pewien czas temu była w Biedronce. Można było na niej kupić produkty za 3zł oraz za 5zł. Sama skusiłam się na kilka drobiazgów. 


1. Ręczniczki z mikrofibry. W paczce cztery sztuki. Jednego (zielonego) brakuje na zdjęciu, ponieważ już wtedy go używałam. Wymiary 40x60. Chciałam je kupić już, gdy pojawiły się w regularnej cenie, ale zrezygnowałam. I dobrze się stało bo teraz dostałam je taniej :)

2. Płyn micelarny BeBeauty - znany chyba wszystkim. Pojemność 400ml. Miałam zamiar kupić matujący, ale już niestety go nie było i zaopatrzyłam się w wersję "podstawową" czyli nawilżający. Zapłaciłam za niego trochę ponad 6zł

3. Krem Natural Beauty, Nivea - ma za zadanie nawilżać i wygładzać koloryt cery. Zawiera delikatne drobinki kaszmiru, które rozświetlają skórę. Cena: 5zł

4. Szampon Sun Defence, Elseve - przeznaczony głównie na lato. Jego zadaniem jest regeneracja naszych włosów po kąpielach słonecznych. Ma także oczyszczać je z soli, chloru i pasku. Miałam go na wakacjach i powiem, że jest całkiem niezły :) Czułam, że włosy są lepiej nawilżone i miękkie. Cena: 5zł

5. Płyn do demakijażu, Luxury Paris - dwufazowy. Skusiła mnie jego cena i fakt, że akurat nie miałam żadnego płynu do demakijażu. Moim zdaniem jest średni. Zmywa makijaż, nie można mu zarzucić, że tego nie robi... ale potrzeba mi więcej wacików niż w przypadku produktu z firmy Ziaja. Czy zmywa makijaż wodoodporny jeszcze nie wiem bo nie miałam okazji wypróbować. Cena: 3zł

6. Spray na komary, Autan - tani i dobry środek. Naprawdę przez pewien czas miałam spokój od komarów. Zapach ma bardzo typowy dla takich produktów. Cena: coś koło 6zł

7. Arganowy oleje do włosów 8w1, Eveline - z tego zakupu jestem najbardziej zadowolona bo już jakiś czas temu chciałam go przetestować. I już właśnie przychodzi jego kolej więc za pewien czas napiszę o nim coś więcej. Cena: 5zł

8. Peeling do twarzy, Soraya - jestem z niego zadowolona. Nie podrażnia i nie drapie twarzy. Konsystencja całkiem przyjemna. Super odświeża buzię i ją wygładza. Jednak nie do końca przypadł mi do gustu jego zapach. W żaden sposób nie przypomina mi on moreli. Cena: 3zł

Kupiłam także po dwa zestawy Old Spice dla mojego brata oraz chłopaka. W zestawie znajdował się żel pod prysznic oraz dezodorant w sztyfcie. Cena zestawu: 5zł.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Kosmetyki na plażę

Wakacje (co niektórym) nieubłaganie zbliżają się do końca. Mnie jeszcze nawiedzają wspomnienia urlopu nad morzem. Pisałam już o wyjeździe, atrakcjach i związanymi z tym emocjami. Dziś przyszła kolej na napisanie kilku słów na temat kosmetyków, które zabierałam ze sobą na plażę oraz o tych, które używałam po kąpielach słonecznych. Nie chcę tutaj rozpisywać na temat składu tych kosmetyków, a jedynie pokazać produkty, które mi towarzyszyły. 


Zacznę od produktów do opalania.
  • Spray do włosów, Sun Ozon - posiada filtr UV. Ma za zadanie chronić włosy przed intensywnym działaniem promieni słonecznych oraz zapobiegać ich wysuszeniu. Zawiera witaminę B5. Może nie jest to jakiś mega rewelacyjny produkt, ale na pewno nie szkodzi moim włosom. Zdecydowanie spray ułatwia rozczesywanie. Zapach jest trochę dziwny, ale mi nie przeszkadza. Sądzę, że moje włosy lubią ten produkt.
  • Balsam do opalania, Eveline - SPF20, zawiera filtry UVA i UVB. Jest wodoodporny, ale każdy wie, że w nie należy wierzyć w taką obietnicę. Oczywiście producent pisze o wielu wspaniałych składnikach, znajdujących się w składzie, które mają chronić nas przed słońcem, szybszym starzeniem skóry i utratą nawilżenia. Ogólnie produkt podsumowuje jako bardzo dobry.
  • Balsam do opalania, Soraya - SPF30 Zaopatrzyłam się także w balsam z ochroną SPF30. Stosowałam go głownie na twarz. Zawiera filtry UVA i UVB. Podobnie jak w przypadku produktu z Eveline i ten zawiera sporą ilość składników ochronnych i dobrych dla naszej skóry. 
  • Przyspieszać opalania, Eveline - może być stosowany na plaży, a także w solarium. Przyspiesza produkcję melaniny w skórze, przez co czas spędzony na słońcu staje się krótszy. Zawiera składniki, które chronią przed starzeniem skóry oraz takie, które zapewniają brązową opaleniznę. I muszę przyznać, że jest to naprawdę fajny produkt. Jako osoba z jasną karnacją, często opalam się na czerwono. Dzięki temu produktowi moja opalenizna łatwiej przybiera odcień brązu. Naprawdę delikatnie przyspiesza opalanie. Tego produktu nie stosowałam na plaży. Wolałam nie przesadzać :) ale czasami smarowałam nim nogi i ręce, gdy chodziliśmy na spacery.

Nadszedł czas na produkty po opalaniu.
  • Balsam po opalaniu, Dax Sun - bardzo przyjemnie koi skórę oraz ją nawilża. Może być stosowany nawet u dzieci od pierwszego miesiąca życia. Trzeba trochę poczekać na jego wchłonięcie, ale to dlatego, że może delikatnie natłuszcza. Konsystencja podobna jak u innych produktów tego typu. Kosmetyk ma bardzo ciekawe otwieranie. Przekręcamy nakrętkę i gotowe. Nie musimy jej zdejmować. Jest to naprawdę wygodne.
  • Balsam po opalaniu Posthelios, La Roche-Posay - był jednym z miniproduktów, które dostałam przy zakupie żelu do twarzy. Bardzo przypadł mi do gustu. Delikatny krem, który naprawdę łagodzi skórę. Zawiera wodę termalną. Świetnie nawilża. Cieszę się, że mogłam go wypróbować.
  • Panthenol - jak już wspomniałam wyżej, mam jasną karnację, która opala się na czerwono. Mimo, że bardzo opornie łapię kolot to nie jest problemem, aby doszło do poparzenia. Wolałam się zabezpieczyć i zabrać ze sobą Panthenol. Jest to produkt, którego jednym z zastosowań jest łagodzenie poparzeń słonecznych. Po rozpyleniu na ciało otrzymujemy piankę, która przynosi niesamowitą ulgę. Na szczęście tym razem nie był mi potrzebny :)
Oczywiście nie zużyłam tych wszystkich produktów. Całe szczęście, że mają długi termin ważności, więc mogą poczekać na kolejne wakacje.

Znacie te produkty? A może macie ulubione marki, które pomagają chronić skórę przed promieniowaniem słonecznym?
I pytanie nie związane z wakacjami... czy stosujecie kremy z filtrem na co dzień?  

czwartek, 21 sierpnia 2014

Blogerzy jedzą jabłka!

Założę się, że nawet osoby, które nieszczególnie interesują się polityką, słyszały o tym, że Rosja wprowadziła embargo na polskie jabłka. Niedługo po tym zrobiło się głośno o społecznej akcji "Jedz jabłka na złość Putinowi". I wiecie co? Zdecydowanie ją popieram! Uważam, że powinno się jeść więcej jabłek i Was też do tego zachęcam. I nie chodzi tu o to żeby robić Putinowi na złość, pewnie niewiele go interesuje to, jak sobie poradzimy z problemem nadwyżki tego owocu. Embargo zostało wprowadzone za karę. Żeby namieszać w polskiej gospodarce. Jest to kara za to, że staliśmy po stronie Ukrainy (słusznie czy nie, to już całkowicie odrębny temat). Jeśli ta akcja ma chociaż w niewielkim stopniu pomóc polskim rolnikom to uważam, że jest jak najbardziej słuszna!
Jeśli nie jesteście jeszcze do końca przekonani to zapraszam do przeczytania korzyści jakie płyną z jedzenia jabłek... 


Jabłka są źródłem witaminy C, która wzmacnia układ odpornościowy. Największą jej ilość mamy pod skórką. Oprócz tego znajdziemy w nich potas i żelazo, co zwiększy napięcie mięśni oraz zapobiegnie anemii.  Odkwaszają organizm dzięki zawartości zasadowych soli mineralnych. 
Polecane są dla osób palących, ponieważ jabłka zwierają pektyny, które pomagają usunąć metale ciężkie z organizmu. Poza tym zmniejszają cholesterol i chronią przed miażdżycą. Pomagają podczas zaparć.
Ułatwiają przyswajanie wapnia, co prowadzi do poprawy kondycji zębów włosów i paznokci. Jabłka mają również pozytywny wpływ na wątrobę
Jeśli dbacie o sylwetkę lub chcecie schudnąć, także powinnyście jeść jabłka! Są one bogatym źródłem błonnika. Są także niskokaloryczne, a mimo to dają uczucie sytości. 
To jednak nie wszystko! Jabłka zapobiegają chorobie Alzheimera, chronią przed chorobą Parkinsona oraz nowotworami, a także obniżają ryzyko cukrzycy.
Jak widać wpływają one pozytywnie na nasze zdrowie oraz wygląd. W Internecie możecie znaleźć mnóstwo innych przykładów na to, że warto jeść jabłka.

Dużą zaletą tych owoców jest też to, że można je spożywać na wiele sposobów! Jabłka gotowane, smażone, pieczone, soki...
Co powiecie na jabłecznik? Albo na pieczone jabłko z cynamonem? A może wolicie jabłka w czekoladzie? Przyznajcie, że trudno się oprzeć takim pysznościom... A kto nie lubi otworzyć zimą słoiczka z dżemem i przypomnieć sobie w ten sposób lato?


Jak widzicie jabłka mają wiele zalet. Równie dużo jest sposobów w jaki można je zjeść. Poza tym istnieje tyle gatunków tego owocu, że z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.
Ja ostatnio zdecydowałam się na placuszki z jabłkami :) 

A więc nie pozostaje nic innego jak...

PRZYŁĄCZYĆ SIĘ DO AKCJI!

zBLOGowani.pl

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Wspomnienia z wakacji

Wróciłam. Za mną cudowny tydzień nad Morzem Bałtyckim. Mogę powiedzieć, że wakacje zdecydowanie się udały! Chciałabym Wam tyle opowiedzieć i tyle pokazać... ale chyba serwery by padły ;) dlatego muszę się ograniczyć. A więc w skrócie: 


Pierwsze trzy dni spędziliśmy w Świnoujściu. Sporo rzeczy udało nam się zobaczyć i zwiedzić. Atrakcją była już sama przeprawa promem na wyspę Uznam.
Odwiedziliśmy Fort Anioła oraz Fort Zachodni. Udaliśmy się także na rejs statkiem. Widoki zapierały dech w piersi! Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć Stawa Młyny, czyli znak nawigacyjny. Chyba najbardziej rozpoznawalny symbol Świnoujścia. Widzieliśmy także port przeładunkowy, falochrony i wiele innych ciekawych rzeczy. Codziennie coś innego i nowego. Jeśli chodzi o plażę to jest ona naprawdę ładna i szeroka. Na uwagę zasługują także szlaki rowerowe. Zdecydowanie warto jest udać się na wycieczkę jednośladem. 


Następnym celem naszej podróży było Ustronie Morskie. W planach mieliśmy Kołobrzeg, ale doszliśmy do wniosku, że bardziej odpowiadają nam mniejsze miasta, stąd nasz wybór. Świnoujście pożegnało nad deszczową pogodą i ruszyliśmy w drogę...

Jeśli kiedyś będziecie przemierzać trasę Świnoujście - Ustronie Morskie lub będziecie w Dziwnowie to koniecznie musicie wstąpić na rybną ucztę do Chaty Rybaka. Naprawdę można się porządnie najeść!

W Ustroniu Morskim niesamowicie mi się podobało! Jestem pewna, że kiedyś tam wrócę. Morze w tych okolicach ma prawdziwy urok... a charakterystyczne ostrogi go wzmacniają. 


Przepiękne widoki, na które nie mogłam się napatrzeć. Wiecie jak cudownie jest zjeść obiad nad brzegiem morza, albo wypić zimne piwo na molo przy zachodzie słońca? To jest po prostu nie do opisania.


Poza ciągłym podziwianiem morza i zwiedzaniem, udało nam się pójść na występ kabaretu Paranienormalni. Uśmiałam się naprawdę porządnie :) Podobało się nawet mojemu chłopakowi, który nie jest wielkim fanem kabaretów. Oboje stwierdziliśmy, że było warto :)


Mała przejażdżka na diabelskim młynie również dostarczyła wrażeń i pięknych widoków :)


W czasie wyjazdu udało nam się dwa razy załapać na Kino na Leżakach. W Świnoujściu oglądaliśmy "Śniadanie do łóżka", natomiast w Ustroniu Morskim film "Wkręceni". Świetna sprawa tak rozłożyć się na leżaku pod gwiazdami, oglądając dobry i śmieszny film :)


Jeden dzień poświęciliśmy na wyjazd do Kołobrzegu, gdzie między innymi zwiedzaliśmy latarnię morską.
Przenieśliśmy się także do czasów Dzikiego Zachodu w parku rozrywki w Zieleniewie. Zabawa była naprawdę przednia. Jeździłam na wielbłądzie, karuzeli, autodromach, brałam udział w napadzie na bank, strzelałam z łuku i siedziałam w tipi. Jednak największych emocji dostarczył Off - Road. Polecam każdemu taką zabawę!

Niestety czas szybko mijał i nadszedł dzień wyjazdu. Znowu zostaliśmy pożegnani deszczem.
Po drodze mega kawa, mega korki... i jesteśmy w domu. 


Podsumowując:
- Przejechane około 1640km
- Pogoda była naprawdę bardzo dobra, nie było na co narzekać. Deszcz trafiał się jedynie w czasie naszych wyjazdów. Raz czy dwa padało także w nocy, ale na szczęście w dzień było ciepło i słoneczne.
- Opalenizna jest. Aż człowiek lepiej się czuje i lepiej wygląda :)
- Rybki pojedzone.
- Kąpiel w morzu zaliczona.
- Akumulatory naładowane.
- Zrobione dużo zdjęć i przywiezione jeszcze więcej wspomnień.

A w głowie ciągle słychać szum fal...

piątek, 8 sierpnia 2014

Wakacje!

Wyjeżdżam. Decyzja zapadła bardzo spontanicznie. Jadę nad morze! Mimo, że nie zanosiło się na żaden wyjazd w tym roku to przewrotny los pozwolił zażyć wakacji. Niesamowicie się cieszę :)
To już drugie nadmorskie wakacje z moim chłopakiem. 
Nie mamy ustalonego planu podróży. Postawiliśmy jednak na tereny między Świnoujściem a Kołobrzegiem. Gdzie i na ile trafimy, tego nie wiem... 


Póki co pakujemy walizki. Przed nami bardzo długa droga, ponad 700 km. Oby pogoda dopisała
Życzcie nam bezpiecznej drogi i dużo słońca!

Do zobaczenia za jakiś czas!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Złuszczająca maska do stóp Purederm - część 2

Dzisiaj obiecany pokaz działania złuszczającej maski do stóp z firmy Purederm. Powiem Wam, że zastanawiałam się w jaki sposób mam zabrać się do napisania tego posta. Myślałam czy wstawiać zdjęcia czy też nie. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych mogą być one wstrętne, a nawet ohydne. Powiedzcie mi jednak, jak najlepiej pokazać efekty złuszczania jeśli nie przez zdjęcia? Dlatego ostatecznie zdecydowałam się na ich pokazanie. Ostrzegam, jeśli ktoś nie ma ochoty oglądać schodzącej ze stóp skóry, lepiej niech w tym momencie wyłączy tego bloga ;)

Na początku małe przypomnienie używania maski - odsyłam do części 1: KLIK
Uwaga! Dzisiaj dużo zdjęć :)

Całość "kuracji" trwała ponad 2 tygodnie.


Pierwsze efekty działania maski można było zaobserwować cztery dni po jej zastosowaniu. Na początku było to delikatne złuszczanie na palcach.


Następnie skóra zaczęła się złuszczać pod palcami. Również nie było to bardzo spektakularne. Za to po około tygodniu od zastosowania maski... zaczęło się prawdziwe szaleństwo! Uwaga! W tym momencie zaczynają się bardziej "mocne" zdjęcia.





Proces schodzenia skóry z pięt trwał najdłużej i był najbardziej intensywny. Jeśli czytałyście podobne posty na innych blogach to wiedzcie, że to co tam piszą jest prawdą - skóra naprawdę schodzi płatami.


Złuszczanie w górnej części stopy także zrobiło się mocniejsze. Jednak nie aż takie jak na piętach.
Zdziwiło mnie to, że maska działała tylko na te dwie strefy stopy - okolice palców oraz pięty. Środkowa część była nieruszona.


W kolejnych dniach wszystko zaczęło się uspokajać. Stopa stała się ładniejsza i gładsza. Byłam jednak trochę zawiedziona, że efekty nie objęły całej stopy. Myślałam, że to już koniec całego procesu... ale nie!


Po około dniu przerwy zaczęła się złuszczać skóra w środkowej części stopy oraz jeszcze trochę na obrzeżach pięty. Nie było to aż tak mocne, ale przecież skóra w tej strefie nie jest tak narażona na różne czynniki jak to bywa w przypadku pięty i palców. Nie odchodziły płaty. Złuszczanie było delikatne i bezproblemowe. 



Złuszczanie się skończyło. W tym momencie byłam już zadowolona z efektów.
Ale co to?! Po kolejnym dniu przerwy znowu coś się działo...



Skóra na pięcie zaczęła się złuszczać coraz wyżej i wyżej... Rozpoczęło się jej schodzenie na górnej części stopy. W tym przypadku również odpadały całe płaty, jednak skóra była znacznie delikatniejsza niż w przypadku dolnej części stopy. Przypominało mi efekt jaki występuje, gdy przesadzimy z opalaniem.
Nie powiem, zaczęło mnie to już wkurzać. Miałam już dość schodzącej skóry...




Przyznam się, że nawet sama nie wiem kiedy cały proces dobiegł końca. Jakoś nie zwróciłam uwagi. Stało się to praktycznie niezauważalnie, ponieważ z dnia na dzień złuszczająca skóra stawała się mniej widoczna, aż w końcu wszystko ustało. 

Podsumowując, jestem zadowolona z efektów jakie dała maska. Stopy były naprawdę znacznie bardziej miękkie i gładkie. Niestety nie zeszło mi największe zgrubienie z pięty, które miałam na jednej stopie. Liczyłam, że będzie inaczej, ale jak widać tylko pumeks coś tu może poradzić.
Drugim minusem maski jest to, że cudowna miękkość i gładkość stóp nie utrzymała się długo. Mimo, że złuszczanie zakończyło się kilka dni temu już zaczynam zauważać, że skóra na pięcie staje się twardsza.

Jak widać maska działa i to naprawdę bardzo dobrze. Złuszczanie idzie jak szalone. Zapewnienie producenta są zgodne z prawdą. Efekty jednak nie trwają długo... Mimo to uważam, że warto jest się w nią zaopatrzyć i wypróbować. Na pewno w pewnym stopniu pomaga to naszym stopom i co jakiś czas powinno się taki zabieg przeprowadzić, aby pozbyć się "gorszej" skóry. Jestem pewna, że kiedyś powtórzę cały proces.

Co sądzicie o efektach? Może same stosowałyście maskę, napiszcie jak sprawdziła się w Waszym przypadku.
Mam nadzieję, że zamieszczone przeze mnie zdjęcia nikogo nie przeraziły :) nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ciężko jest zrobić zdjęcie swojej stopy :) musiałam się nagimnastykować. 

sobota, 2 sierpnia 2014

Denko Lipiec

I miesiąc wakacji minął... co Wy na to? Trzeba przyznać, że czas bardzo szybko mija. Przyszła pora na podsumowanie lipcowych zużyć. 


1. Płyn micelarny, BeBeauty - ten produkt chyba każdy zna. Płyn bardzo dobry. Stosuję go głównie do zmywania podkładu/pudru. Zauważyłam, że czasami pozostawia klejącą warstwę na twarzy, ale jest to chyba spowodowane za dużą ilością produktu na waciku. Nie lubię go stosować do demakijażu oczu. Wolę kosmetyki, które są specjalnie do tego przeznaczone. Dobrze, że czasem występuje w większej wersji. Kupiłabym ponownie.

2. Balsam pod prysznic, Eveline - jestem nim zachwycona! Przydaje się i działa rewelacyjnie. Więcej informacji tutaj: KLIK Kupiłabym ponownie.

3. Żel-peeling oczyszczający, BeBeauty - świetny produkt. Zdecydowanie bardziej wolę ten żel niż wersję kremową, czyli w opakowaniu różowym. Produkt ma delikatne drobinki peelingujące, które nie drapią twarzy. Ładnie oczyszcza. Nie podrażnia ani nie wysusza. Kupiłabym ponownie.

4. Płyn do płukania jamy ustnej, Listerine - bardzo cenię płyny ten firmy. Uważam, że są one najlepsze. Dawniej stosowałam wersję zieloną, ale silna mięta paliła w buzi. Cieszę się, że producenci pomyśleli i wprowadzili na rynek delikatniejszy zamiennik. Kupiłabym ponownie.

5. Antyperspirant, Nivea - nie jest to pierwszy pojemniczek wykończony przeze mnie. Zapach przyjemny, odpowiada mi. Ochronę oceniam jako dobrą.I faktycznie prawdą jest, że nie pozostawia śladów na ubraniach. Kupiłabym ponownie.

6. Żel pod prysznic, Isana - miniwersja. Może i opakowanie małe, ale wydajne. Doskonale nadaje się na kilkudniowe wypady. Właśnie z tego powodu go kupiłam. Nie chciałam zabierać za sobą dużej butli. Zapach bardzo ładny. Dobrze się pieni. Pojemność: 50ml. Kupiłabym ponownie.

7. Scrub do stóp, Avon - jest dobry. Byłam z niego zadowolona. Więcej na temat tego produktu i całej serii tutaj: KLIK Chętnie wypróbowałabym inne kosmetyki tego typu dlatego na razie Nie wiem czy bym kupiła ponownie.

8. Chusteczki do higieny intymnej, Intimea - delikatne, przyjemni pachną. Nie wystąpiły żadne podrażnienia. W opakowaniu znajdziemy 20 sztuk chusteczek. Są one biodegradowalne, więc można je po użyciu spłukać w toalecie. Kupiłabym ponownie.

9. Modelujące serum do biustu, Eveline - bardzo podoba mi się jego zapach. Biust po zastosowaniu serum jest gładki i delikatny. Produkt ładnie ujędrnia. Przyznam się, że nie używałam go systematycznie, a jedynie co jakiś czas, ale i tak jestem zadowolona z efektów. Niestety nie są one trwałe. Kupiłabym ponownie, ale chętnie wypróbuję coś innego. Wydaje mi się, że jednak mimo wszystko do niego wrócę.

10. Emulsja do higieny intymnej, Intimea - wykończyłam już nie jedno opakowanie tych produktów. Muszę przyznać, że lubię te biedronkowe emulsje. Nie podrażniają i spełniają swoją rolę. Kupiłabym ponownie.

11. Nektar pod prysznic, Apart - jeju! zapach po prostu powala! Jest cudowny, wspaniały i genialny. Polecam każdemu. Koniecznie musicie go kupić, albo chociaż powąchać. Bardzo lubię firmę Apart. Kupiłabym ponownie.

Trzeba przyznać, że dużo produktów, które zużyłam w lipcu, przypadło mi do gustu. Dobry miesiąc :)
A czy Wy znacie te kosmetyki? Może coś same miałyście?