piątek, 26 września 2014

Tangle Teezer

Tej szczotki chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Zakładam, że o Tangle Teezer albo słyszałyście, albo same jej używacie. Ja swój egzemplarz kupiłam w drogerii Hebe. Było to kilka miesięcy temu... akurat trafiłam, na promocję, a dodatkowo miałam bon na 10zł z racji tego, że założyłam kartę w tej drogerii. W konsekwencji za mojego TT nie zapłaciłam aż tak dużo. 


Och! Ile ja się naczytałam o tej szczotce. Wszyscy ją tak bardzo zachwalali. Długo broniłam się przed jej zakupem, stwierdziłam, że nie jest mi ona niezbędna. No ale, przecież nadarzyła się okazja... 
      Tangle Teezer zapakowana jest w małe, przezroczyste pudełeczko. Dodatkowo dołączona jest ulotka, na której znajdują się podstawowe informacje o produkcie. Niestety nie ma w niej ani słowa po polsku!
Na przeciw wychodzi nam polski dystrybutor, dołączając mała naklejkę na opakowaniu, a na niej czytamy:
Profesjonalna szczotka do każdego rodzaju włosów. Umożliwia szybkie rozczesywanie zarówno mokrych jak i suchych włosów, bez ich ciągnięcia, wyrywania i łamania. 


Muszę przyznać, że ta szczotka naprawdę mnie zachwyciła! Myślałam, że nie będzie się różniła od tych, które używałam do tej pory. W końcu to też tworzywo sztuczne... ale różnica jest!
Zacznę od tego, że bardzo wygodnie się ją trzyma. Idealnie leży w dłoni i jest lekka. Poza tym świetnie dopasowuje się do naszej głowy, a to za sprawą tego, że jej ząbki ułożone są w kształt banana - po bokach trochę dłuższe niż na środku.
Moje włosy są grube i łatwo się plątają/puszą. Zawsze podczas ich rozczesywania musiałam trochę się pomęczyć... Odkąd używam szczotki Tangle Teezer nie mam z tym takiego problemu! Mnie samej ciężko jest uwierzyć w fenomen tej szczotki, ale naprawdę świetnie się nią czesze. Tak jak mówi producent - nie ciągnie, nie wyrywa, nie łamie, po prostu nie szarpie naszych włosów, a oprócz tego nie elektryzuje ich. Po jej zastosowaniu mam uczucie naprawdę dobrze rozczesanych włosów.


Myślę, że jej tajemnica leży w różnej długości ząbków. Nie dość, że świetnie dopasowuje się do naszej głowy, to szczotka charakteryzuję się również tym, że posiada rzędy ząbków na przemian długie i krótkie. Pewnie to sprawia, że dociera ona do każdego włoska i świetnie je rozdziela.
Jeśli chodzi o moje pierwsze wrażenia z zastosowania Tangle Teezer to... trochę się bałam - tego, że od razu połamię ząbki szczotki. Jak już mówiłam, mam grube włosy i wiedziałam jak do tej pory wyglądało moje czesanie. W TT ząbki są elastyczne i mam wrażenie, że delikatne. Stąd moja obawa. Na szczęścia nic im się nie stało! I po kilkumiesięcznym używaniu, ząbki są na swoim miejscu i się nie odkształciły.
Trzeba dodać, że ta delikatność chroni naszą skórę przed rysowaniem, a do tego może się nadawać do masażu głowy :) 


Na sam koniec kilka słów o tym jak rozróżnić oryginalną szczotkę od podróbki:
1. Każda oryginalna szczotka posiada wytłoczone logo na wierzchniej stronie.
2. Spód oryginalnego opakowania jest złożony "w kopertę". Nie inaczej!
3. Brzeg oryginalnej szczotki jest delikatnie zaokrąglony, a ząbki nie zaczynają się od samego brzegu.
4. W oryginalnej wersji litera "T" w nazwie, łączy się z literą "A".
5. Zdjęcia twórcy szczotek w oryginale jest jasne i wyraźne.
6. Do oryginału dołączona jest ulotka.
7. Należy zwrócić uwagę na czcionkę z opakowania.

Jestem bardzo zadowolona z zakupu szczotki Tangle Teezer. Tym bardziej, że nie wydałam na nią aż tyle pieniędzy :P Uważam, że mimo wszystkich jej zalet, jednak powinna być tańsza. Tak czy inaczej bardzo ją polubiłam. Czesanie moich włosów stało się teraz znacznie przyjemniejsze.
Chętnie poznam Wasze zdanie na jej temat :) Miałyście? Planujecie kupić? A może macie zamiennik, który nie jest taki zły?

środa, 24 września 2014

Plastry Compeed

Jakiś czas temu zgłosiłam chęć przetestowania plastrów na pęcherze Compeed. Udało mi się załapać do kampanii i dzięki portalowi SampleCity.pl mam możliwość poznania tego produktu.
W szybkim czasie dotarł do mnie jeden średni plaster. Trochę szkoda, że jest to tylko jedna sztuka, ponieważ zazwyczaj niespodzianki pojawiają się u mnie na oby nogach... Trzeba więc liczyć na szczęście i na to, że jedna stopa się zlituje ;-) lub też będzie to dobra okazja by porównać plaster Compeed ze zwykłym odpowiednikiem.


Zapakowany plasterek jest przyklejony do ulotki informacyjnej, na której możemy przeczytać o tym co mówi producent na temat jego działania. Zostajemy także zapoznani z innymi produktami firmy Compeed.
Mam nadzieję, że zdjęcia są na tyle wyraźne, że nie będziecie miały problemu z przeczytaniem zamieszczonych w ulotce informacjami :)


Jeszcze nie miałam okazji przetestować otrzymanego plasterka, ale czeka on w pogotowiu. Gdy zdarzy się okazja, (a mam nadzieję, że nie nastąpi to prędko bo pęcherze to nic przyjemnego) na pewno po niego sięgnę.
Najbardziej jestem ciekawa czy plaster rzeczywiście pozostaje na swoim miejscu kilka dni i nie odkleja się. Z tym mam czasem problem w przypadku zwykłych plastrów. Interesuje mnie również to czy zgodnie z obietnicą producenta, przyspieszają proces gojenia.


Do tej pory nie miałam styczności z żadnym z plastrów Compeed. Jedyne co stosowałam tej formy to plasterki na opryszczkę. I muszę przyznać, że one sprawdziły się u mnie znakomicie! Bardzo wygodne jest och stosowanie i utrzymują się ładnych parę godzin na ustach.
Jeśli plastry na pęcherze okażą się tak dobre jak te na opryszczkę to będę bardzo pozytywnie zaskoczona.

A czy Wy stosowałyście jakieś produkty firmy Compeed?
Może miałyście zaprezentowane przeze mnie plastry? Chętnie poznam Wasze zdanie na ich temat.

niedziela, 21 września 2014

Miasto 44 - film o...

"Miasto 44" to najnowszy film reżysera Jana Komasy (twórcy m.in. "Sali samobójców"). Na ekrany kin trafił 19 września, ale było o nim głośno jeszcze długo przed premierą. W mediach wspominano o dużym budżecie, który pochłonął, wspaniałych efektach i ciężkiej pracy przy jego realizacji. Idąc do kina miałam ogromną nadzieję, że film będzie naprawdę dobry, ale byłam także pełna obaw, że okaże się jedynie rozsławionym gniotem. Jakie są moje wrażenia po jego obejrzeniu? 

Plakat filmowy pobrany ze strony miasto44.pl
Przyznam szczerze, że po wyjściu z kina miałam niesamowicie mieszane odczucia. Film bardzo mi się podobał, jednak niektóre sceny psuły cały efekt. Były nierealne i przerysowane, żeby już nie powiedzieć głupie... Mimo, że rozumiem "co autor miał na myśli" to i tak uważam, że reżyser przesadził i mógł sobie darować niektóre ujęcia. Możliwe, że taki "dziwny styl" jest w pewnym rodzaju znakiem rozpoznawczym Komasy. W "Sali samobójców" bowiem także mieliśmy do czynienia ze scenami, które mogłyby być inaczej nakręcone.
     Pomijając te kilka momentów to chylę czoła za wykonaną pracę. Efekty naprawdę potrafią powalić na kolana. Z pewnością wymagało to wielu, wielu godzin ciężkiej pracy. Pokazany ogrom zniszczeń i przebieg walk robią wrażenie. Należy jednak pamiętać, że "Miasto 44" jest filmem o miłości! Powstanie tworzy jedynie tło, które pokazuje jak ciężko było przeżywać pierwsze zauroczenie w tamtych czasach.

Twórcy filmu mówią:
„Miasto 44” nie jest filmem historycznym, ani dokumentem o przebiegu Powstania. Mimo że rozgrywa się w walczącym Mieście, opowiada historię ludzi, a nie oddziałów czy barykad. „Miasto 44” nie ma być argumentem w powstańczej dyskusji. Film ma przekazywać emocje, a nie ważyć racje czy odsłaniać kulisy decyzji sprzed 70 lat. To zostawiamy historykom. Nie szukamy spiżowych bohaterów. „Miasto 44” nie jest filmem o polityce. Jest filmem o miłości, młodości i walce."

Osobiście skupiałam się na wątkach poświęconych walce. Uważam, że te zdecydowanie bardziej działają na naszą psychikę Film wspaniale pokazuje całą gamę odczuć i emocji jakie kierują bohaterami. Widzimy ich strach, upór, poświęcenie, odwagę, wiarę w zwycięstwo, ale także towarzyszymy im w chwilach zwątpienia. Podobało mi się również to, że reżyser pokazał ich codzienne życie - przed i w trakcie trwania Powstania.
Dobór aktorów, którzy nie byli do tej pory tak rozpoznawani, pozwala widzowi identyfikować się z bohaterami. Wywiera to na nas jeszcze większy wpływ.
         Film "Miasto 44" polecam każdemu. Uważam, że warto go zobaczyć chociażby ze względu na ukazany obraz Powstania. Gwarantuję, że wasze uczucia zostaną poruszone tak jak i moje. Jestem także pewna, że film ten jeszcze przez długi czas zostanie w mojej pamięci...
I nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do kin. A w międzyczasie zapraszam do odwiedzenia strony poświęconej "Miastu 44" http://miasto44.pl znajdziecie tam wiele materiałów i informacji nie tylko na temat filmu, ale i samego Powstania. 

środa, 17 września 2014

Kojący Balsam-Kompres po depilacji - Eveline

Z racji tego, że jestem dużą fanką firmy Eveline zdecydowałam się wypróbować ich produkt do stosowania po depilacji, a mianowicie kojący Balsam-Kompres. Do tej pory w tej roli występował u mnie Łagodzący balsam po depilacji - Joanna Sensual. I teraz mam problem z tym, który z tych produktów nazwałabym swoim numerem jeden :) 


Zacznijmy od tego co obiecuje producent:
Balsam-Kompres po depilacji 9 w 1 intensywnie odżywia skórę po depilacji i chroni jej naturalną równowagę. Zawiera unikalny kompleks najcenniejszych składników regenerujących, nawilżających i wygładzających skórę: olejek arganowy, proteiny jedwabiu, ekstrakt z liści oliwki, kwas hialuronowy, mocznik, glukozę, kompleks witamin A+E+F, D-Panthenol i allantoinę.

BŁYSKAWICZNE DZIAŁANIE:

1. Nadaje efekt aksamitnie gładkiej skóry.

2. Koi i łagodzi podrażnienia.
3. Skutecznie wygładza.
4. Zapewnia ultranawilżenie do 24h.
5. Zmiękcza i uelastycznia naskórek.
6. Aktywnie regeneruje.
7. Chroni skórę przed starzeniem się.
8. Zatrzymuje wodę w komórkach.
9. Przywraca zdrowy koloryt.

Wyjątkowe połączenie składników aktywnych zapewnia skórze idealną pielęgnację i regenerację. Balsam łatwo się wchłania i natychmiast przywraca skórze elastyczność i jedwabistą gładkość.

Regularne stosowanie balsamu spowalnia odrastanie niechcianych włosków, co znacznie wydłuża czas między kolejnymi zabiegami depilacji.



Nikogo już chyba nie dziwi to, że produkty Eveline są "wielofunkcyjne". Ten nosi miano 9w1 i mogłabym się zgodzić z większością jego funkcji :) Niestety niektórych nie mam możliwości zbadać ani zmierzyć. Nie wiem czy zatrzymuje wodę w komórkach i nie wiem czy chroni skórę przed starzeniem. Co do poprawy kolorytu to też nie jestem pewna czy bym tak to nazwała. Na ogół nogi posmarowane jakimkolwiek balsamem/kremem mają lepszy wygląd, ale niech im będzie ;-)
Z pewnością mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że skóra staje się gładka, nawilżona i w konsekwencji zregenerowana. Z czystym sumieniem potwierdzam, że ten balsam-kompres koi i łagodzi podrażnienia. Naprawdę po depilacji nie mam żadnych czerwonych krostek czy innych tego typu przypadłości. Bardzo jestem zadowolona z efektu nawilżenia oraz z tego jak szybko wchłania się ten kosmetyk. Podoba mi się także zapach, który utrzymuje się na skórze przez pewien czas. Mimo, że zapach jest naprawdę przyjemny to w tej kategorii chyba odrobinę lepszy (dla mojego nosa) jest balsam Joanny.
Nie mogę stwierdzić czy produkt sprawdza się w kwestii spowalniania odrastania włosków, ponieważ producent zaleca regularne stosowanie, ja natomiast używam tego balsamu zazwyczaj tylko bezpośrednio po depilacji jako przeciwdziałanie podrażnieniom. 
Balsam-kompres znajduje się w miękkiej tubce, zamykanej na zatrzask. Jestem to bardzo wygodna forma. Opakowanie zawiera 125ml produktu.

A czy Wy stosujecie produkty po depilacji? Macie jakieś ulubione? A może możecie mi polecić jakiś dobry krem przeciw wrastaniu włosów?

niedziela, 14 września 2014

Sense&Body Pędzel do zadań specjalnych

Na temat tego pędzla miałam już napisać dawno, ale jakoś ciągle przesuwałam to na później. Dziś nadrabiam :)
Produkty Sense&Body dostępne są w drogerii Hebe. Do wyboru mamy pięć pędzli: do pudru, podkładu, cieni, kresek oraz do zadań specjalnych, na zakup którego ja się zdecydowałam.  


Pędzel kupiłam w promocji. Dokładnie nie pamiętam ile wynosi jego cena regularna, ale jest to około 12-14zł, także nie jest to tak dużo.
Pierwsze co mi się z nim spodobało to to, że po wyjęciu z opakowania nie zostaje "spłaszczony" tylko szybko przybiera odpowiedni kształt. Poza tym jego szata graficzna również przykuwa uwagę. Rączka jest długa i dość gruba co wpływa na komfort użytkowania. No i niezwykle elegancki diamencik, który pozwala poczuć się prawie jak vip ;-)


Od producenta:
Pędzel wykonany jest z miękkiego i syntetycznego włosia. Płasko ścięta główka oraz delikatne, nieco dłuższe końcówki tu duet do zadań specjalnych. Doskonale modeluje kontur twarzy oraz wygładza końcowy efekt makijażu.
Super triki: użyj go także do nakładania bazowychcieni, rozświetlaczy lub do usuwania nadmiaru pudru.


Pędzel ten jest typu skunks. Naprawdę świetnie się go używa. Ma niesamowicie delikatne włoski, które nie wypadają (jak do tej pory) i mizianie się nim po twarzy jest przyjemne. Z racji tego, że jego dłuższe włoski są w kolorze białym - szybko widać ślady użytkowania. 
Pędzel do zadań specjalnych sprawdza się u mnie głównie do usuwania nadmiaru pudru oraz do nakładania, a także do rozmywania granicy między bronzerem i resztą twarzy. W tej roli spisuje się wspaniale. Pozwala uniknąć plam i stworzyć naturalny efekt. Nie wyobrażam sobie w jaki sposób można nim nakładać cienie, sądzę, że do tego jest zbyt duży. Może jest to kwestia wprawy...


Możliwe, że pędzel do zadań specjalnych jest zbędny w naszych zbiorach, ale ja cieszę się z jego zakupu. Sądzę, że jego wykonanie jest solidne i mam nadzieję, że wkrótce nie będę musiała zmienić zdania na ten temat. Krótko mówiąc: jest to dobry pędzel w dobrej cenie.
Ciekawa jestem czy inne produktu z rodziny Sense&Body spisałyby się podobnie. 

czwartek, 11 września 2014

Yodeyma Sensación

Na wielu blogach pojawiały się informacje na temat darmowych próbek perfum Yodeyma. Dziś przyszła kolej na to, abym i ja pochwaliła się swoim zamówieniem.
Firma Yodeyma ma naprawdę bardzo bogaty asortyment. Dużo czasu poświęciłam czytając opisy perfum i starając się znaleźć coś dla siebie. Było to o tyle trudne, że ciężko jest mi ocenić jakikolwiek zapach jedynie przy pomocy opisu. Można powiedzieć, że wybrałam w ciemno...


Postanowiłam postawić na coś z kategorii nut świeżych. Wybór padł na perfumy Sensación. 

Na stronie producenta możemy przeczytać:
Sensación to wesoły, świeży zapach. 
Dla radosnej i aktywnej kobiety.
Nuty Głowy to pierwszy akord zapachu, który czujemy w perfumach: Jabłko
Nuty Serca stanowią duszę perfum: Mahnolia
Nuty Bazy to takie, które nadają perfumom głębię: Biały Irys

Radosna fuzja nut owocowych i kwiatowych odzwierciedla energię i ducha młodości.

Chyba przyznacie, że opis jest dość dokładny, ale cóż, mimo to nie potrafiłam połączyć w głowie tych zapachów, żeby wiedzieć co one stworzą. 
Początkowo Sensación nie wywarł na mnie dobrego wrażenia, sama nie wiem czemu. Po pewnym czasie to się zmieniło i ostatecznie muszę powiedzieć, że zapach naprawdę bardzo mi się podoba. Co do jego trwałości również nie mam zastrzeżeń. 

Próbka perfum ma pojemność 15ml, więc trzeba przyznać, że nie jest to mała ilość. Buteleczka była zapakowana w kartonik. W paczce znalazłam także list, w którym firma dziękuje za odwiedzenie ich strony internetowej i okazanie zainteresowania oraz przedstawia krótką ofertę handlową. Poza tym dostajemy broszurę, w której znajduje się klasyfikacja nut zapachowych dostępnych w sklepie Yodeyma, oczywiście w wersjach Dla Mężczyzn i Dla Kobiet. Dzięki temu mamy porównanie produktów tej firmy do perfum znanych marek. W broszurce znajdziemy również piramidę zapachową, która jest strukturą przedstawiającą kompozycje perfum. 
Na zakończenie dodam, że zapach Yodeyma Sensación porównywalny jest do perfum Ralph Lauren.

A czy Wy już skusiłyście się na próbkę perfum Yodeyma? 

wtorek, 9 września 2014

BingoSpa

Możliwe, że słyszałyście o niedawnej promocji, którą uraczyła nas firma BingoSpa. Możliwe też, że same z niej skorzystałyście. Ja się skusiłam. Do tej pory nie znałam produktów tej firmy, ale szansa na zrobienie zakupów z kodem rabatowym na 50zł (!) doprowadziła do podjęcia szybkiej decyzji z mojej strony i w konsekwencji do złożenia zamówienia.
Wiąże się z tym mała historia...


Zacznę od tego, że zaskoczyła mnie szybkość dostarczenia produktów. Zdecydowałam się na odebranie paczki w Paczkomacie i dosłownie czas oczekiwania był ekspresowy!

Z racji tego, że nie znałam BingoSpa trochę czasu poświęciłam na wybranie odpowiednich dla mnie produktów.
Zdecydowałam się na:
  • Odchudzające algi do peelingu - 600g; 
  • Koncentrat L-karnityna z ekstraktem z czerwonej herbaty - 250g;
  • Cynamonowe masło shea z jedwabiem - 300g;
  • dodatkowo jako gratis dostałam saszetkę z kolagenem do ciała - 10g
Jak widzicie, na zdjęciu nie ma żadnego cynamonowego produktu... i właśnie z tym wiąże się historia, o której wspomniałam.
W otrzymanej paczce znalazłam Waniliowe masło shea z jedwabiem. Napisałam maila do firmy z wyjaśnieniem, że zamawiałam inny produkt. Dostałam odpowiedź, że nie ma problemu i doślą mi brakujące masło. Muszę przyznać, że się ucieszyłam i stwierdziłam, że jest to bardzo porządna forma, która dba o klientów oraz szybko i bezkonfliktowo rozwiązuje problemy.

Przesyłka dotarła równie szybko jak za pierwszym razem. Otwieram, a tu... znowu masło waniliowe! Przyznam, że było to zabawne :) Okazało się, że cynamonowego nie mają akurat na składzie i pracownik wysłał waniliowe. Tym oto sposobem stałam się posiadaczką dwóch opakowań waniliowych masełek do ciała. W sumie się cieszę :) zapach jest bardzo ładny no i mam jeden gratisowy produkt :) Ciekawiła mnie wersja cynamonowa z racji tego, że nigdy nie miałam kosmetyku o takim zapachu, ale może kolejnym razem uda mi się go zdobyć ;)

Z pewnością za jakiś czas pojawią się na moim blogu bardziej szczegółowe recenzje tych produktów. Osobiście najbardziej jestem ciekawa działania Koncentratu L-karnityna.

A czy Wy znacie BingoSpa? Może szczególnie polecacie jakieś ich produkty?
Dużo dobrego słyszałam na temat kosmetyków do włosów tej firmy, stosowałyście? 

sobota, 6 września 2014

Pilnik elektryczny

Już pewien czas temu pilniki elektryczne podbijały blogi, vlogi i serca. Zrodziła się prawdziwa mania na ten gadżet. I także w tym przypadku, znana wszystkim Biedronka, wyszła na przeciw trendom i wprowadziła do sklepów ten produkt. Pilnik pojawił się w sklepach w jednej z "gazetek kosmetycznych". Początkowo nie miałam w planach jego zakupu, dopiero po pewnym czasie zmieniłam zdanie i zapragnęłam go mieć. Odwiedziłam wszystkie Biedronki w moim mieście... i nic. Produktu brak. Przy każdej okazji, kiedy akurat byłam na zakupach, sprawdzałam "promocyjne kosze", jednak nie trafiałam na pilniki. W końcu odpuściłam... dałam sobie spokój i pomyślałam, że chyba los chciał, aby 19.99zł zostało w moim portfelu. Czas obowiązywania gazetki minął.
Kilka dni później nagle i niespodziewanie... mój chłopak wyczaił jedyny pilnik! Najwidoczniej wcześniej leżakował w magazynie. I powiedzcie mi dlaczego?


Pilnik zasilany jest dwoma bateriami AA (paluszki), które były dołączone do zestawu. Jego główny ciężar stanowią właśnie baterie, bez nich jest naprawdę leciutki. Pracuje dość głośno, ale nie przeszkadza mi to, ponieważ "zabiegi" nie trwają specjalnie długo.
Poza bateriami zestaw zawiera małą szczoteczkę, która ułatwia czyszczenie pilnika i naprawdę się przydaje. Producent informuje, że pilnik można myć pod bieżącą  wodą. Ja jednak wolę tego nie robić. Trochę boję się, że ten mały silniczek padnie, gdy za bardzo zamoknie.
W zestawie mamy także dwie głowice. Ziarnistość papieru oceniłabym na średnią. Konkretnie nie mogę jej nazwać.
Pilnik posiada pokrywkę ochroną, która zabezpiecza używaną rolkę. 
Nie martwię się, że po zużyciu głowic urządzenie będzie bezużyteczne. Stwierdziłam, że gdy już nadejdzie taki moment to spróbuję nakleić na rolki zwykły papier ścierny. Zobaczymy czy to zda egzamin :) Nic nie tracę i będę mogła sobie pozwolić na taki test.


Jeśli chodzi o efekt jaki otrzymujemy dzięki zastosowaniu pilnika to muszę powiedzieć, że jestem zadowolona. Naprawdę świetnie poradził sobie z wygładzeniem pięt. Stały się one miękkie, bardziej delikatne i gładkie. Nie mam porównania z droższymi pilnikami, np. firmy Scholl, ale mimo to uważam, że BeautyLine daje radę! :)
Pilnikiem na pewno nie zrobimy sobie krzywdy. Gdy za mocno przyciśniemy go do ciała, głowica zatrzymuje się. 


Podsumowując jestem mocno zadowolona z zakupu. Cieszę się, że udało mi się go dostać. Warto było wydać te kilka złotych. Obawiam się, że gdyby nie produkt biedronkowy to nigdy nie stałabym się posiadaczką pilnika elektrycznego. Takie gadżety po prostu za dużo kosztują, a tu za niewielkie pieniądze mam naprawdę dobry pilnik.

wtorek, 2 września 2014

Yankee Candle

Po dwóch miesiącach od zamówienia w końcu są! Z dumą mogę oznajmić, że właśnie stałam się posiadaczką swoich pierwszych produktów Yankee Candle :)
Słyszałam o nich tyle pozytywnych opinii, że zapragnęłam, aby i w moim domu unosił się zapach tych świec.
Niestety, produkty te nie są tanie. Od początku odstraszała mnie ich cena. W końcu trafiłam na szansę zamówienia świec prosto z Ameryki. Wszystkie wybrane przeze mnie produkty akurat znajdowały się w promocji, co razem w połączeniu z kosztami wysyłki i tak pozwoliło mi zaoszczędzić trochę pieniędzy. No cóż mogę poradzić na to, że jestem obdarzona genem oszczędzania ;-)


Kilka słów o Yankee Candle:
Yankee Candle to produkty zapachowe najwyższej jakości, tworzone z pasją od 40 lat. Każda świeca jest produkowana w Ameryce tylko z naturalnych ekstraktów zapachowych, pochodzących z całego świata. Dodatkowo wszystkie knoty są produkowane tylko z naturalnych włókien.


W moim zamówieniu pojawiły się cztery małe słoiczki świec. Zgodnie z tym co przeczytałam na polskich stronach, ich czas palenia wynosi 25-40h


Zdecydowałam się także na osiem Samplerów, czyli małych świec o wysokości około 5cm. Ich czas palenia szacowany jest na 15h


Oczywiście nie mogło zabraknąć wosków zapachowych :) W przesyłce znalazło się ich aż dziewięć. 

Oprócz tego zamówiłam również dwa zestawy zapachów do samochodu. Możecie zobaczyć go na pierwszym zdjęciu. Jednym już został obdarowany mój chłopak. 

Jakie są moje wrażenia? 
Muszę Wam powiedzieć, że są to produkty całkowicie różniące się od świec, które dotychczas kupowałam. W przypadku Yankee Candle zapach jest naprawdę bardzo mocny i intensywny! Gdy tylko otworzyłam pudełko z przesyłką uderzyła mnie mieszanka aromatów. Jeszcze nie zdążyłam wszystkiego obejrzeć, a już powoli zaczynała mnie boleć głowa. Należy tu podkreślić, że zapach tych produktów jest także wyczuwalny podczas ich palenia! A to duży plus. Niestety niektóre świece, z którymi miałam do czynienia nie pachniały tak pięknie, gdy się je zapaliło.
W przypadku wosków, które już przetestowałam, zapach roznosi się po całym domu. Wystarczy z całej tarty wykruszyć do kominka niewielką ilość i już można cieszyć się pięknym aromatem. Jeśli chodzi o mnie to już niedługi czas palenia wosku wystarczy, abym mocno wyczuwała zapach. Nie wyobrażam sobie rozpuścić całości na raz. 

Jak na razie jestem bardzo zadowolona z zakupu. Wiem, że zamówione produkty będą ze mną przez długi czas, szczególnie jeśli mowa o woskach. Cieszę się, że miałam okazję zaopatrzyć się w te świece, zdaję sobie sprawę, że byłoby mi szkoda wydać tyle pieniędzy, aby kupić je w sklepach stacjonarnych w Polsce. Cena świec (szczególnie w słoiczkach) naprawdę odstrasza.

A czy Wy słyszałyście o Yankee Candle? A może same jesteście fankami ich produktów?
Gdzie kupujecie je najczęściej?