niedziela, 30 listopada 2014

Coraz bliżej Święta... czyli Targi Bożonarodzeniowe w Krakowie

Kartki z kalendarza bardzo szybko uciekają, a za oknem coraz zimniej. W sklepach goszczą już Mikołaje, choinki i ozdoby. Zapewne już niedługo zacznie się wszystkim udzielać klimat Świąt Bożego Narodzenia.
       28.11.2014r. w Krakowie, jak co roku ruszyły Targi Bożonarodzeniowe.
Bardzo lubię oglądać co ciekawego zaoferują nam sprzedawcy. Za każdym razem można tam znaleźć coś wyjątkowego, wspaniałego i pięknego.


Na Targach można kupić ręcznie robione ozdoby choinkowe, bombki, stroiki świąteczne, ale również biżuterię, płaszcze, ciepłe skarpety oraz pamiątki.


Poza tym możemy spróbować różnych przysmaków. Zaczynając od wyrobów mięsnych, zup, poprzez sery, a na słodyczach skończywszy.
Jeśli już jesteśmy przy temacie jedzenia to koniecznie muszę Wam polecić jedno stoisko, na którym można kupić węgierski przysmak weselny - Kurtoszkołacz. Dla mnie i dla mojego chłopaka jest to punkt obowiązkowy na tych Targach! Jest to drożdżowe ciasto, które nawija się na wałki i piecze. Następnie ciasto optaczane jest w wanilii, cynamonie, orzechach lub kokosie. Najlepiej smakuje na gorąco. Po prostu pyszności! Polecam każdemu!


Dla zmarzluchów czekają grzańce :) Możemy kupić grzane wino, piwo lub miód. 


Na Targach możemy spotkać bardzo dużo rzeczy, które są ręcznie robione. Niestety dla mnie ich cena po prostu powala i nie jestem w stanie sobie na nic pozwolić, ale przynajmniej można nacieszyć oko i pozazdrościć talentu.


I na koniec rzecz, która najbardziej kojarzy mi się ze wszelkimi jarmarkami Bożonarodzeniowymi - wyroby z piernika. Mamy do wyboru przeróżne kształty i rozmiary - dla każdego coś dobrego! 

Jeśli tylko będziecie miały możliwość to zachęcam Was do wstąpienia na Targi Bożonarodzeniowe. Mają one swój specyficzny klimat.

czwartek, 27 listopada 2014

Love Nature Oriflame

Muszę przyznać, że nigdy nie byłam szczególnie zainteresowana żelami, tonikami i kremami do twarzy z takich firm jak Oriflame czy Avon. Posiadaczką tych produktów stałam się dzięki prezentowi, który zrobiła mi moja siostra. Ucieszyłam się bo pojawiła się okazja, aby bliżej poznać Love Nature, a sama pewnie bym tych kosmetyków nie kupiła.
Jakie są moje wrażenia i czy warto było się bronić przed produktami do twarzy z Oriflame?


W teorii Love Nature to linia stworzona jedynie ze sprawdzonych i znanych ze swej skuteczności składników. Mamy do wyboru kosmetyki z dzikiej róży, drzewa herbacianego, rumiankiem, winogronami oraz aloesem, które Wam tu trochę przybliżę.
W skład serii LoveNature AloeVera wchodzą następujące produkty: Krem-żel do twarzy, Żel oczyszczający, Tonik, Scrub, Żel do okolic oczu, Żelowa maseczka. Mi dane było wypróbować pierwsze trzy produkty :)


Tonik do twarzy:
Rewitalizujący tonik z dodatkiem ekstraktu z aloesu przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia i właściwe pH. 150  ml

Tonik naprawdę bardzo przyjemny dla skóry, nie podrażnia oraz nie wysusza. Ma delikatny, przyjemny zapach, jednak coś w nim mi nie pasuje. Mógłby być odrobinę lepszy. Na szczęście nie utrzymuje się on na skórze zbyt długo. Po zastosowaniu tego produktu czuję, że skóra jest świeża i czysta. Podoba mi się ten efekt.
Dla zainteresowanych podaję skład, abyście same mogły ocenić czy faktycznie to są produkty, które można określić mianem "Love Nature":
Skład:
AQUA, PROPYLENE GLYCOL, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, GLYCERIN, SODIUM CITRATE, PHENOXYETHANOL, IMIDAZOLIDINYL UREA, LACTIC ACID, SODIUM BENZOATE, PARFUM, BENZOPHENONE-4, DISODIUM EDTA, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, ETHYLPARABEN, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, CI 19140, CI 42090

Żel do twarzy:
Lekki, pieniący się żel z odświeżającym ekstraktem z aloesu. Usuwa ze skóry pozostałości makijażu i pozostawia ją doskonale odświeżoną. 150  ml

Żel pachnie już zdecydowanie lepiej niż tonik. Delikatnie się pieni i dobrze oczyszcza. Tutaj również otrzymamy efekt świeżej cery. Nie wysusza, a to dla mnie duży plus. Wystarczy naprawdę niewielka ilość, żeby umyć buzię. Jeśli chodzi o konsystencję to określiłabym ją jako pośrednią między żelem z LRP, a różowym żelem BeBeauty. LoveNature jest trochę gęstszy niż Effeclar, ale odrobinę rzadszy niż żel Biedronkowy.
Skład:
AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, GLYCERIN, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM CHLORIDE, COCO-GLUCOSIDE, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, SODIUM COCOAMPHOACETATE, GLYCERYL OLEATE, PHENOXYETHANOL, PARFUM, PEG-18 GLYCERYL OLEATE/COCOATE, SODIUM LAUROYL SARCOSINATE, DMDM HYDANTOIN, DISODIUM EDTA, CITRIC ACID, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, SODIUM CITRATE, CI 19140, CI 42090


Krem-żel do twarzy
Ten lekki krem-żel natychmiast po nałożeniu przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia oraz nadaje jej miękkość i zdrowy wygląd. 50  ml

Krem naprawdę przypadł mi do gustu. Znajdziemy go w plastykowym opakowaniu. Jest delikatny i ładnie pachnie - chyba najlepiej z całej serii. Nie zapycha! I to jego największy atut. Dobrze nawilża i szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Czasami nawet stosuję go pod makijaż. Jego konsystencja faktycznie ma formę kremu-żelu. 
Skład:
AQUA, GLYCERIN, HYDROGENATED POLYDECENE, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, BUTYLENE GLYCOL, CETEARYL ALCOHOL, TRIETHYLHEXANOIN, CYCLOPENTASILOXANE, CYCLOHEXASILOXANE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, STEARIC ACID, PHENOXYETHANOL, AMMONIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE/ VP COPOLYMER, IMIDAZOLIDINYL UREA, CAPRYLYL GLYCOL, PARFUM, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, XANTHAN GUM, ETHYLPARABEN, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, CI 19140, CI 42090

Podsumowanie:
Produkty, które aktualnie używam są całkiem dobre, ale nie zachwycają niczym szczególnym. Mimo, że nie znam się jakoś szczególnie na składach to wydaje mi się, że nie są one do końca "Love Nature". Znajdziemy w nich Parabeny, a Aloes jest daleko na liście... ale tą kwestię chciałabym zostawić dziewczynom, które są bardziej rozeznane w tym temacie. Osobiście nie przeszkadzają mi parabeny i najważniejsze jest dla mnie to jak kosmetyk działa. I tutaj nie mogę się przyczepić do tych produktów. Nie zrobiły mi krzywdy i to się liczy. Jeśli miałabym ocenić serię AloeVera jednym słowem to wybrałabym określenie "dobre". Może bez wielkiego szału, ale dla mnie ok i cieszę się, że mogłam je wypróbować.

niedziela, 23 listopada 2014

Wygrana Dove

Może nie ładnie jest się chwalić, ale przesyłka mi się tak spodobała, że po prostu muszę. Jakiś czas temu udało mi się wygrać w konkursie organizowanym przez firmę Dove. Jako nagrodę dostałam żel pod prysznic Caring Protection oraz dwie naturalne gąbki firmy Yasumi. Wszystko naprawdę pięknie zapakowane. Przyznam szczerze, że gąbki były dla mnie wielką niespodzianką oraz wzbudziły moje zainteresowanie. Nie spodziewałam się znaleźć ich w paczce.


Od producenta:
Rozwiązaniem problemu wysuszenia skóry jest odpowiednia pielęgnacja – delikatne oczyszczanie połączone z nawilżeniem skóry, pozwala już na etapie kąpieli zatroszczyć się o kondycję skóry. Dlatego warto wybrać kosmetyki o bogatej, zaawansowanej formule - takie jak Dove Caring Protection żel pod prysznic z formułą Nutrium Moisture™ i olejkiem z nasion słonecznika, który regeneruje naskórek – wiąże wodę i zapobiega jej odparowaniu, a także pomoże przywrócić równowagę hydrolipidową skóry. 


Od producenta:
YASUMI Konjac Sponge jest w 100 procentach naturalną gąbką służącą do oczyszczania i masażu twarzy oraz ciała. Produkt wykonany jest z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie Konjac. Delikatna struktura włókien pozwala na stosowanie jej do każdego rodzaju cery, także wrażliwej i do pielęgnacji skóry dzieci. Unikalna faktura Konjac Sponge zapewnia przyjemny masaż wybranego obszaru ciała, stymuluje przepływ krwi i dokładnie oczyszcza. 

Produkt zawiera naturalny czynnik nawilżający, który łagodzi efekty peelingu i masażu. Dodatek organicznych składników w postaci aloesu, węgla aktywnego, likopenu, kolagenu, lawendy, czy ekstraktu z rośliny yam pozwala na indywidualny dobór w zależności od problemu dermatologicznego. Skóra bardzo dobrze reaguje na działanie gąbki o zasadowym odczynie, pozwalającym przywrócić właściwe pH naskórka. Preparat nie zawiera sztucznych substancji, konserwantów ani barwników.


Sposób użycia:
Przed użyciem należy namoczyć w wodzie do nabrania miękkości. Zaleca się wykonywanie masażu okrężnymi ruchami. Aby cieszyć się gąbką jak najdłużej, należy wycisnąć nadmiar wody po każdym użyciu i powiesić ją w suchym miejscu. Nie należy przechowywać gąbki wewnątrz kabiny prysznicowej, gdyż wilgotne środowisko skraca żywotność gąbki. Nieużywana przez dłuższy czas gąbka twardnieje, co jest zjawiskiem naturalnym.

Na zdjęciach gąbki są jeszcze zapakowane, a to dlatego, że chciałam pokazać w jaki sposób do mnie dotarł. Na ich temat na pewno pojawi się osobny post, więc będziecie miały okazje zobaczyć jej w pełnej okazałości.

czwartek, 20 listopada 2014

Wygrane rozdanie

Dziś chciałabym się pochwalić rzeczami, które wygrałam w rozdaniu na blogu Kobiecy żywioł
Zacznę od najserdeczniejszych podziękowań dla Patrycji, która tą przesyłką zrobiła mi niesamowicie miłą niespodziankę! Muszę przyznać, że trafiłaś w mój gust :) 


W przesyłce znalazłam:
  • odżywkę Alterra, granat i aloes - miałam szampon z tej serii. Do kupna odżywki się przymierzałam, więc jak najbardziej cieszę się, że ją dostałam,
  • szampon Garnier Fructis Goodbye Damage - tutaj sytuacja jest odwrotna, miałam odżywkę do włosów z tej serii. Przypadła mi do gustu więc szampon wypróbuję z wielką chęcią,
  • dwa lakiery do paznokci Wibo - akurat ten Granite Sand kupiłam ostatnio na promocji w Rossmannie ;) ale bardzo mi się spodobał, więc chyba szybko mi się skończy. Drugi to piaskowy lakier z drobinkami brokatu, śliczny!
  • mydełko w kostce Nivea, kokos i olejek migdałowy - z pewnością pięknie pachnie. Niedługo wypróbuje,
  • pomadka Eveline, Extra SoftBio - moja ulubiona marka, więc kosmetyk trafiony idealnie! Na zimę z pewnością się przyda.

Saszetki:
  • oczyszczająca maseczka do twarzy Kolastyna,
  • nawilżająca maseczka do twarzy Kolastyna,
  • peeling gruboziarnisty Bielenda.
I na sam koniec największa niespodzianka! Tego kompletnie się nie spodziewałam! W przesyłce znalazłam również magnes na lodówkę z wysłanym przeze mnie zdjęciem. Bardzo oryginalny prezent, który naprawdę bardzo mnie ucieszył. Świetny pomysł :) (na zamieszczonym wyżej zdjęciu celowo jest ono zakryte)
Dodatkowo dostałam kartkę z miłą wiadomością.

Muszę także dodać, że po ogłoszeniu wyników na blogu Kobiecy żywioł kontakt z Patrycją był naprawdę dobry. Rzetelnie zostałam poinformowana o wygranej i o nadaniu paczki. 

Patrycja, jeszcze raz dziękuję za tak wspaniały prezent :)
A Was przy okazji zapraszam na bloga Kobiecy żywioł: KLIK

poniedziałek, 17 listopada 2014

Obywatel


„Obywatel” w reżyserii Jerzego Stuhra to, jak głosi hasło reklamowe filmu, „najlepsza komedia od czasów Seksmisji”. Zachęceni taką promocją i głodni dobrej, polskiej komedii (o którą niestety ostatnio jest ciężko) poszliśmy razem z moim chłopakiem do kina już w dzień premiery, czyli 7 listopada. A nuż polskie komedie znowu będą śmieszne? W historii naszej kinematografii jest przecież mnóstwo komedii, które potrafiły bawić do łez! Kto z nas nie śmiał się na „Seksmisji”, w której to reżyser „Obywatela” grał pierwszoplanową rolę? Kto nie śmiał się na cyklu filmów z Kargulem i Pawlakiem, na „Nie lubię poniedziałku”, „Kogel-Mogel” i szerokim gronie innych polskich produkcji. Niestety, najnowsza produkcja Stuhra w żaden sposób nie umywa się do tego gremium.
 
Główny bohater filmu, Jan Bratek, w postać, którego wciela się zarówno Jerzy, jak i Maciej Stuhr, jest typową ofermą, która mniej lub bardziej świadomie znajduje się w głównym wirze wydarzeń historii Polski.


"Rozśmieszy Cię do bólu!"? Jedyny ból jaki poczułam to ten spowodowany wydaniem pieniędzy na bilet...
Nie wiem, może po prostu mam inne poczucie humoru, ale jakoś cała sala również nie zanosiła się śmiechem. Owszem było kilka zabawnych scen, ale na nich jedynie delikatnie się uśmiechnęłam. Moje oczekiwania w stosunku do komedii są jak widać kompletnie inne. Za wysokie? Nie sądzę. Przykre jest, że jedyne co bawi ludzi to scena, w której wystąpi słowo "kurwa".
Spodziewałam się znacznie lepszego filmu. Sama obsada głównych aktorów do czegoś zobowiązuje.

Krótko mówiąc... Nie Polecam! Według mnie szkoda czasu i pieniędzy na ten film. A przynajmniej takie zdanie mam ja oraz mój chłopak. Dopuszczam do świadomości, że komuś "Obywatel" może się podobać.
Ciekawi mnie Wasze zdanie na temat tej produkcji.

środa, 12 listopada 2014

Lirene - peeling i nawilżenie

Nie przepadam za produktami w saszetkach, ale czasem okazują się one dobrym rozwiązaniem :) Jakiś czas temu zdecydowałam się na wypróbowanie maseczki nawilżającej oraz peelingu enzymatycznego z firmy Lirene. Co o nich myślę?


Zacznę od peelingu :) Pierwszy raz stosowałam peeling enzymatyczny. I muszę przyznać, że zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Ma on kremową, półprzezroczystą konsystencję. Całkiem miło pachnie. W saszetce mamy go dość sporo bo aż 10ml, więc spokojnie pokryjemy nim całą twarz, a może nawet i szyję. Po nałożeniu nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Nic nie piekło, więc tu duży plus. Peeling trochę ciężko się zmywa. Może dlatego, że miałam go sporo na twarzy.
Po użyciu skóra jest miękka, miła w dotyku i gładka. Powiedziałabym, że nawet trochę nawilżona. Nie pojawiły się żadne zaczerwienienia. Cera stała się rozświetlona. Muszę przyznać, że naprawdę jestem z niego zadowolona.

Jeśli chodzi o maseczkę nawilżającą to również nie okazała się rozczarowaniem. Całkiem przyjemna, kremowa konsystencja. Zapach mi nie przeszkadzał, ale nie czułam w nich żadnych owoców. Maseczka także ma 10ml pojemności. Wystarczy nawet na kilka aplikacji, choć ja nie lubię zostawiać kosmetyków w saszetkach na kolejne użycia. Łatwo się rozprowadza na twarzy. Część produktu się wchłania, resztę usuwałam płatkiem kosmetycznym. Gdy kosmetyk był jeszcze na buzi, czułam delikatne odświeżenie. Ta maseczką również mnie nie uczuliła ani nie podrażniła. Po jej usunięciu, na szczęście nie odczuwam napięcia skóry. Twarz po jej zastosowaniu jest nawilżona i gładka, efekt jednak nie utrzymuje się tak długo jakbym chciała.

Podsumowując... produkty te są całkiem dobre, spełniają swoją rolę. Oczywiście każdy ma swój gust i pewne preferencje. Ja ze swojej strony zachęcam do ich wypróbowania. Sama jestem zadowolona :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rossmann 1+1

Pewnie większość z Was już słyszała o promocji w sklepach Rossmann, która trwa od dziś :) w której kupując jeden produkt do makijażu, drugi (tańszy) otrzymujemy gratis.
Promocja trwa do 19.11.2014r.
Właśnie jestem po zakupach :) No po prostu nie mogłam się powstrzymać! Na szczęście nie zaszalałam jakoś szczególnie i jestem z tego dumna.
Do mojego koszyka wpadły tylko cztery rzeczy.


Starałam się wybrać produkty, które będą do siebie jak najbardziej zbliżone cenowo.
Zdecydowałam się na zakup zielonego korektora z Lovely. Poznałam go na promocji -40% i bardzo przypadł mi do gustu KLIK. Jakiś czas temu skończyłam pierwsze opakowanie, więc nadarzyła się świetna okazja, aby ponownie u mnie zagościł.
Kolejny produkt, który wpadł do koszyka to lakier do paznokci z Wibo. Sławny piasek Granite Sand. Często czytałam o nim na różnych blogach i zapragnęłam go mieć. Podoba mi się jak wygląda na paznokciach.


Stałam się posiadaczką kolejnego cienia w kredce z Lovely :) Swój pierwszy kupiłam podczas promocji -40% KLIK Bardzo polubiłam taką formę cienia. Łatwo się go aplikuje, jest wygodny. Dzięki niemu w szybki sposób można podkreślić oko. Tym razem zdecydowałam się na odcień szary. 


I ostatni produkt, który wybrałam to pomadka w pisaku z Lovely :) Jest to moja pierwsza matowa pomadka. Już dziś jej używałam i jak na ten moment jestem zadowolona z jej zakupu :) To nic, że teraz moja kolekcja pomadek jest taka, że przez najbliższe lata mam z głowy ich zakup. Producent obiecuje "długotrwałą formułę". Zobaczymy, jak na ten moment to trwałość określam jako przeciętna. 

I to wszystko :) Na razie nic innego mnie nie kusi i na tym planuję zakończyć przygodę z promocją 1+1.

A czy Wy już skorzystałyście z promocji w Rossmannie? Pochwalcie się zakupami :)

piątek, 7 listopada 2014

Dove Intensive Repair

Kilka słów o szamponie i odżywce do włosów Dove Intensive Repair. Zostaw ten wygrałam już jakiś czas temu w jednym z konkursów. Zanim zabrałam się za jego testowanie chciałam wykończyć swoje napoczęte kosmetyki. W końcu nadszedł czas na Dove :) Szampon i odżywkę stosuję już od pewnego czasu. I teraz mogę powiedzieć jedno... jestem nimi zachwycona!


Szampon:
Szampon do włosów Dove Intensive Repair został stworzony z myślą o włosach zniszczonych. Szampon zawiera Micro Moisture Serum, które chroni i wzmacnia włosy od cebulek aż po końce oraz Fibre Actives, które wnikają w głąb włosów odbudowując je od środka. Pomaga w odbudowie włosów, zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu się końcówek.

Pierwsze co rzuca się w oczy w przypadku szamponu to jego opakowanie. Idealnie pasujące kształtem do odżywki, z którą tworzy jedną całość.
Szampon zachwycił mnie swoją konsystencją. Jest ona bardzo delikatna, lekka i jakby odrobina puszysta. Cudeńko. Przy tym świetnie się pieni i pięknie pachnie. Dobrze zmywa oleje.

Odżywka:
Odżywka do włosów Dove Intensive Repair została stworzona z myślą o włosach zniszczonych. Odbudowuje włosy, zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu się końcówek. Zaawansowana regenerująca technologia Dove zawiera Fibre Actives, które wnika w głąb włosów, żeby odbudowywać je od środka, oraz Micro Moisture Serum, które odżywia włosy, nawilża i pomaga regenerować ich powierzchnię od cebulek aż po same końce.

W tym przypadku konsystencja jest bardziej zbita. Nie oznacza to, że jest bardzo gęsta. Nie spływa z włosów. Zapach jest taki sam jak szamponu. Opakowanie jest dość miękkie więc nie ma problemu, aby wycisnąć z niego kosmetyk. Podoba mi się forma tubki stojącej na zakrętce. Ułatwia to wykończenie produktu.

Regenerująca maska z aktywatorem ciepła:
Zestaw zawiera maskę regenerującą i serum aktywujące ciepło. Użyte razem, maska regenerująca i serum aktywujące ciepło generują delikatne ciepło, aby działać w głębi włosa. Taka intensywna fuzja, wzbogacona o KERATIN REPAIR ACTIVES TM dociera po poziomu komórkowego włosa, aby pomagać w odbudowie i regeneracji protein. Pomaga odbudować włosy na najgłębszych warstwach, pozostawiając je mocne, lśniące i do 10x bardziej odporne na przyszłe uszkodzenia.
*Zmniejszona łamliwość w porównaniu do użycia szamponu bez składników kondycjonujących.

Jeśli chodzi o maskę to cieszę się, że dostałam ją za darmo, ponieważ sama raczej nie zdecydowałabym się na zakup. Czy chroni? Nie wiem, ponieważ użyłam tylko tą jedną. Uważam, że jej cena jest za wysoka w stosunku do ilości.

Jeśli chodzi o stosowanie szamponu i odżywki to muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! Zdecydowanie te produkty wpiszą się na moją listę ulubieńców. Włosy po ich zastosowaniu bardzo łatwo się rozczesują. Są miękkie, gładkie i lśniące. Mają w sobie taką lekkość i są bardziej delikatne i sypkie. Wydaje mi się, że wyglądają zdrowiej. Czy naprawdę poprawiła się ich kondycja? To mi jest ciężko ocenić. Nie potrafię tego zbadać :)
Dużym plusem jest także zapach, który utrzymuje się na włosach bardzo długo! Mam uczucie, że włosy przez dłuższy czas świeże.
Jednym słowem: POLECAM! 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Kadzidełka

Jak każda kobieta, tak i ja lubię otaczać się różnymi zapachami. Oprócz świec oraz ostatnio popularnych wosków, goszczą u mnie kadzidełka. Wypróbowałam już wiele wersji zapachowych. Obecnie jestem posiadaczką trzech:
- Vanilla Orange
- Coffee
- Green Tea
Każde opakowanie posiada 8 kadzidełek.


Kadzidełka w moim domu goszczą już od ładnych kilkunastu lat. Ich kupno zapoczątkował mój tata. Dla mnie klasycznym zapachem jest Drzewo Sandałowe, ponieważ był to pierwszy zapach jaki poznałam.  
Zdaję sobie sprawę, że kadzidełka trzeba po prostu lubić. Możliwe, że dla niektórych ich zapach może być bardzo duszący i zbyt intensywny. Nie każdy chce żeby mu w domu coś kopciło :P
Moim zdaniem najlepsze kadzidełka produkuje firma HEM. Wypróbowałam także kilka innych marek, jednak daleko im było od tej. Ciężko w nich było wyczuć jakikolwiek zapach... Trzeba podkreślić, że kadzidełka mają swoją moc, nie mam tu na myśli tylko jakiś orientalnych skojarzeń, ale także jeśli chodzi o ich woń. To coś dla miłośników intensywniejszych zapachów. Mimo, że lubię kadzidła to niektóre bardzo mi przeszkadzają. Jakiś czas temu zdecydowałam się na zakup wersji Miodowej. Niestety nie przypadała mi ona do gustu. Zapach był bardzo mocny i duszący.
Należy szukać swoich ideałów, przy pomocy prób i błędów. 


Zapachy, które aktualnie u mnie goszczą bardzo mi się podobają. Nie są aż tak "zapychające".

A czy Wy palicie kadzidełka? Macie jakieś ulubione? A może ich nie lubicie i Wam przeszkadzają?
Chętnie poznam Waszą opinie na ten temat :)

sobota, 1 listopada 2014

Denko Październik

Nadszedł nowy miesiąc, więc czas na Denko! Tym razem bardzo skromnie i nie za bardzo jest co pokazać, ale tradycja to tradycja :)
Mimo, że dziś jest 1 listopad to nie chcę pisać na temat Halloween lub Wszystkich świętych. Te tematy mogą być dla niektórych przykre lub drażniące, dlatego się nie zagłębiajmy :)
A teraz do rzeczy...


1. Żel do golenia, Gillette Satin Care - zdecydowanie żel to moja ulubiona forma kosmetyków do depilacji. Gillette poznałam, gdy kupiłam w Biedronce maszynkę do golenia, do której był dołączony właśnie ten mały produkt. Polubiłam go. Naprawdę ułatwia usuwanie włosów. Kupiłabym ponownie, a nawet już zaopatrzyłam się w pełnowartościowy produkt.

2. Krople do oczu, Hyal-Drop - może nie są tanie, ponieważ kosztują około 30zł, ale są to jedne z lepszych kropli do oczu. Świetnie nawilżają i przynoszą ulgę. Mam wrażenie, że moje oczy są bardziej wypoczęte. Łatwo się aplikują. Dodatkowo mogą być stosowane przez osoby noszące soczewki kontaktowe. Kupiłabym ponownie.

3. Antyperspirant w żelu, Lady Speed Stick - bardziej odpowiada mi forma sprayu jeśli chodzi o antyperspiranty, ale zdecydowałam się na zakup tego produktu, ponieważ jako nastolatka używałam Lady Speed Stick w sztyfcie i go lubiłam. Spróbowałam więc wersji żelowej i byłam naprawdę miło zaskoczona. Szybko się wchłania i pięknie pachnie. Podczas ćwiczeń zapach stawał się jakby bardziej wyraźny. Kupiłabym ponownie.

4. Podkład, Anti Stress, Astor - była to próbka o pojemności 15ml, mimo to wystarczyła mi na bardzo, bardzo długo. Ogólnie podkład jest dobry, delikatnie nawilżał. Cera byłą gładka. Dobrze krył. Nie wiem czy bym kupiła ponownie.

5. Silikonowa baza pod makijaż, Art Scenic, Eveline - używałam jej jedynie na większe okazje bo wiadomo, bazy mogą trochę zapychać. Z tej byłam zadowolona. Cera stawała się gładka, a nawet trochę śliska. Podkład łatwo się na niej rozprowadzał. Czasami bazę stosowałam tylko pod puder. Produkt ten dobrze matował skórę, dlatego bywało, że stosowałam go jako pojedynczy kosmetyk. Nie wiem czy kupiłabym ponownie, a to dlatego, że chętnie poznałabym inne bazy pod makijaż. Ta była moją pierwszą.

6. Balsam do ciała, Play It Sexy, Playboy - pisałam o nim tu: KLIK Nie wiem czy bym kupiła ponownie. Może kiedyś, na razie mam spore zapasy balsamowe i plany na nowe testowania.

7. Żel antybakteryjny, Carex - zdecydowanie te żele są moimi ulubionymi. Podoba mi się to, że są wyposażone w pompkę. Żele są wydajne i przyjemne w stosowaniu. Nie raz mi się przydał. Kupiłabym ponownie.

8. Bibułki matujące, Wibo -  nie wyobrażam sobie, że mogłoby mi ich zabraknąć w torebce. Świetnie radzą sobie ze świecącym czołem, przy okazji nie niszcząc makijażu. Kupiłabym ponownie. 

9. Zielony korektor, Magic Pen Anti Redness, Lovely - bardzo go polubiłam! Z moimi czerwonymi policzkami radzi sobie naprawdę rewelacyjnie! Łatwo się go aplikuję na większe powierzchnie, dzięki temu, że jest wyposażony w końcówkę z pędzelkiem. Kupiłabym ponownie. Jeśli kupię kolejne opakowanie to może pojawi się na jego temat dłuższy post :)

10. Szampon przeciwłupieżowy, Head&Shoulders - próbka, którą zamówiłam na EveryDayMe. Spodobała mi się jego konsystencja i zapach. Niestety nie mogę nic więcej na jego temat napisać, ponieważ ciężko określić działanie po jednej aplikacji. Tutaj brak oceny.

I to wszystko :) Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu będę mogła pochwalić się większym denkiem.