niedziela, 29 marca 2015

Biedronkowy zestaw płatków BeBeauty

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jaki zestawik udało mi się dorwać jakiś czas temu w Biedronce. W jego skład wchodzą: chusteczki, zmywacz w płatkach oraz płatki do demakijażu. Nie wiem czy spotkałyście się z takimi produktami, ponieważ ja sama widziałam je tylko w niektórych sklepach.


O chusteczkach nie będę się rozpisywała, ponieważ nie wyróżniają się niczym innym ani nowym od tego typu produktów. Jest ich 30 sztuk.

Przejdźmy zatem do płatków. W każdym opakowaniu jest ich po 40 sztuk. Pojemniczki są zakręcane oraz dodatkowo zabezpieczone sreberkiem. Osobiście nie zrywałam go do końca, aby nie przyspieszać wysuszania płatków. Grafika bardzo prosta, różniąca się kolorami.

Płatki do demakijażu:
Mają delikatny zapaszek, na szczęście niedrażniący. Są nasączone umiarkowanie, czyli nie za mało i nie za dużo - nic nie kapie, nie spływa po dociśnięciu. Płatek sprawia wrażenie lekko tłustego, ale na skórze nie pozostawia takiego uczucia. Dobrze radzi sobie ze zmyciem podkładu. Jeśli chodzi o demakijażu oczu to tu jest trochę gorzej. Należy na dłuższy czas przytrzymać go na powiecie i niestety zabieg ten kilka razy powtórzyć. Nie powoduje szczypania lub też zaczerwienienia oczu, ale mimo to czuję bliżej nieokreślony dyskomfort. Trochę mi się to nie podoba... 



Zmywacz do paznokci w płatku:
Ma mocniej wyczuwalną woń, jakby słodkawą. Nawet mi się ona podoba :) Płatki są tłuste i taką lekką warstwę zostawiają na paznokciach. Wydaje mi się, że to trochę zapobiega wysuszaniu płytki jak i skórek. Zmywacz radzi sobie całkiem dobrze, ale wiadomo, że nie aż tak rewelacyjnie jak typowe zmywacze. Jeśli mamy jasny lakier to wystarczy po jednym płatku na rękę. Troszkę więcej ich zużyjemy jeśli musimy zmyć ciemny lakier i w dodatku nałożony grubą warstwą. Wtedy musimy się namęczyć również z pocieraniem, ponieważ nie wystarczy jedynie przyłożyć płatek do paznokcia i czekać aż lakier się rozpuści. 

Ogólnie zestaw oceniam średnio. Z pewnością przyda się w kryzysowych sytuacjach lub na wyjazdach. Sama pakuję go do podróżnej kosmetyczki. Obecnie można go spotkać w Biedronce za około 4 złote. Cena jest bardzo niska, więc nawet jeśli się nie sprawdzi to nie będzie to wielką szkodą. Dużym plusem jest to, że płatki w pojemniczkach nie wysychają. Jednak należy pamiętać, aby zawsze dokręcać słoiczki. Osobiście nie wiem czy kupiłabym go ponownie. 

Spotkałyście te produkty w swoich Biedronkach?

czwartek, 26 marca 2015

Ostatnie zakupy w SuperPharm

Pewien czas temu w drogerii SuperPharm można było skorzystać z rabatów -50% na wybrane marki z okazji dni LifeStyle. Wybrałam się więc na małe zakupy, a przy okazji do koszyka wpadło jeszcze kilka innych produktów. Dzisiaj szybkie i krótkie przedstawienie moich łupów ;)


1. Serum intensywnie wyszczuplające + ujędraniające, Eveline - bardzo je lubię. Zużyłam już ładnych kilka opakowań. Nawet sama ich nie potrafię zliczyć. Dodatkowo do kremu dostałam bezbarwną pomadę, również Eveline.

2. Płyn micelarny, Garnier - tyle o nim słyszałam pochwał, że w końcu musiałam kupić :) Na razie ląduje w zapasach bo pierwszy w kolejności jest płyn Tołpa.

3. Pasta oczyszczająca Liście Manuka, Ziaja - na jej kupno nastawiłam się już dawno. Teraz mam okazję spróbować :)

4. Antyperspirant w kulce, Garnier - niesamowicie rzadko kupuję kulki, wolę formę sprayu, ale czasem odmiana się również przydaje.

5. Pianka do włosów, Biosilk - ma niesamowicie dużą pojemność. Będą chyba jej używała i używała... ale już jestem zadowolona. Faktycznie poprawia objętość włosów. Widzę to bo szampon, którego obecnie używam trochę przyklapuje moją fryzurkę i ta pianka naprawia szkody.

6. Peeling enzymatyczny, Dermica - mój pierwszy peeling enzymatyczny (nie licząc tych w saszetkach). Jestem ciekawa jak się sprawdzi.

7. Zestaw La Roche-Posay: krem Effaclar Duo+ oraz żel do twarzy Effaclar - żel jest mi już znany i dobrze się u mnie sprawdzał. Kremu jeszcze nie miałam, ale czytałam o nim nie raz, więc zobaczymy :)

Dodatkowo do zakupów otrzymałam dwie próbeczki kremu z Uriage.

Znacie któryś z tych produktów? Korzystałyście z promocji w SP? Chętnie się dowiem co Wy kupiłyście :)

poniedziałek, 23 marca 2015

RedBlocker - serum punktowe

Mam cerę naczynkową. Objawia się ona rumieńcami na policzkach, których bardzo nie lubię... Może problem nie jest bardzo duży, ale marzy mi się równy koloryt. W dążeniu do zrealizowania tego marzenia pomagało mi już kilka kremów, ale żaden nie poradził sobie z tym rewelacyjnie. Postanowiłam sięgnąć po RedBlocker - serum punktowe...


Serum pomaga zniwelować widoczne na skórze defekty: zaczerwienienia występujące tuż pod naskórkiem, miejscowe zasinienia lub przebarwienia. Dodatkowo chroni skórę wrażliwą ze skłonnością do występowania "pajączków" i przebarwień oraz widocznych na powierzchni skóry splątania sieci naczynek. Systematyczne stosowanie preparatu wspomaga zachowanie odpowiedniej elastyczności naczynek skórnych, chroni je przed pękaniem oraz poprawia kondycję skóry, a w konsekwencji również jej wygląd.


Serum dostaniemy w tubce o pojemności 30ml z bardzo wygodnym, wąskim otworem. Z racji tego, że jest to serum punktowe, ten "dziubek" na pewno pomoże w dozowaniu niewielkich ilości produktu. Szata graficzna podoba mi się. Jest prosta i charakterystyczna dla firmy RedBlocker.
Konsystencja samego serum jest lekka. Kosmetyk szybko się wchłania, nie zapycha i nie pozostawia klejącej warstwy. Jednak jeśli nałożymy go trochę za dużo, zaczyna się mazać i może się nawet rolować. 
Zapach ma delikatny, niedrażniący. Nie potrafię jednak określić co przypomina. Kolor - żółtawy. 


Serum postanowiłam stosować na policzki. Producent zaleca aplikować produkt dwa razy dziennie. Początkowo tego przestrzegałam, ale teraz, gdy już tubka prawie dobija dna, stosuję go rzadziej. Na zmianę z serum nawadniającym.

Moje obserwacje:
Serum trochę poprawiło koloryt mojej skóry. Widzę, że zaczerwienienia się zmniejszyły. Nie rumienię się już aż tak mocno, np. przy zmianach temperatury czy jakiś silniejszych emocjach. Czyli producent miał rację jeśli chodzi o wzmocnienie naczynek :) Niestety, produkt nie jest aż taki idealny... Pajączki, które już miałam na policzkach, nadal są. Nie zauważyłam ich redukcji.

Ogólnie produkt oceniam bardzo dobrze. Jest to chyba jeden z lepszych kremów jakie miałam do cery naczynkowej. Jednak trochę szkoda, że nie zmniejszył "pajączków", ale nie oszukujmy się... nie wiem czy jakiś kosmetyk sobie z nimi poradzi... Chyba, że coś o tym wiecie? ;-)
Jako wzmocnienie i zapobieganie - jestem na tak! Sądzę, że jeszcze kiedyś wrócę do produktów RedBlocker.

czwartek, 19 marca 2015

Hean - Stay On eyeshadow base

Mój codzienny makijaż jest bardzo prosty i szybki. Zazwyczaj jest to podkład, kredka, tusz i błyszczyk. Mimo to jestem posiadaczką niewielkiej kolekcji cieni do powiek, które stosuję raczej na większe okazje. Powoli staram się, aby przynajmniej delikatne cienie nakładać na co dzień.
A jakiś czas temu trafiła do mnie baza pod cienie Hean...


Utrwalająca i wygładzająca baza pod cienie prasowane i sypkie. Wzmacnia intensywność koloru, utrwala cienie i ułatwia ich aplikację. Nie pozostawia tłustego filmu.

Baza zamknięta jest w zakręcanym słoiczku o pojemności 14g. Dodatkowo produkt jest zabezpieczony sreberkiem. Otwór słoiczka jest spory, więc łatwo nabrać produkt, ale mimo to i tak zastanawiam się czy nie wolałabym formy tubki... ale może wtedy wyciskałabym jej odrobinę za dużo.
Grafika opakowania kojarzy mi się z naprawdę profesjonalnym produktem.


Kosmetyk ma lekko różowy, pudrowy kolor. Jej zapach jest przyjemny, jakby lekko perfumowany. Konsystencję produktu oceniłabym jak coś pomiędzy kremem i żelem. Bardzo łatwo się rozprowadza na powiece, nie pozostawiając po sobie śladu. Początkowo nakładałam ją palcami, obecnie czasami sięgam po pędzelek. Baza jest niesamowicie wydajna! Wystarczy niewielka ilość, aby pokryć powieki. Przy moim użytkowaniu nawet nie wyobrażam sobie kiedy ją wykończę.

Baza naprawdę świetnie spełnia swoją rolę. Przedłuża trwałość cieni, a także lepiej trzyma je na swoim miejscu, przez co nie osypują się, ani nie rolują. Jestem naprawdę zadowolona z tego w jaki sposób poprawia intensywność koloru cieni. Makijaż jest przedłużony i trwały.

Bardzo ważne jest dla mnie również to, że produkt nie powoduje podrażnień, szczypania oczu, ani zaczerwienień. 

Produkt Hean jest moją pierwszą bazą pod cienie, więc nie mam porównania jak wypada na tle innych. Jestem jednak z niej zadowolona. Za niewielką cenę mamy naprawdę dobry i wydajny kosmetyk.

Powiedzcie czy Wy stosujecie bazy pod cienie i jaka jest Waszą ulubioną? Może na rynku dostępne są jeszcze lepsze produkty?

poniedziałek, 16 marca 2015

ShinyBox Marzec 2015

Marcowy ShinyBox jest moim drugim pudełeczkiem :) Dwa miesiące i dwa pudełka, szaleństwo! Ale to - Girl on Fire jest prezentem urodzinowym, który dostałam od mojego chłopaka :) Prawda, że jest kochany?


Girl on Fire ogólnie jako Boxa oceniam gorzej niż wersję z lutego. Tamta bardziej przypadła mi do gustu. Z drugiej strony bardzo cieszę się z prezentu! Znowu mogłam poczuć ten dreszczyk oczekiwania: "Co Tam Będzie?". I co w pudełeczku się znalazło? Pewnie niektóre z Was już odkryły tę tajemnicę, ponieważ tym razem wszystkie Boxy miały taką samą zawartość.


1. Glinka Biała - Kaolin, Mokosh - Łagodna dla skóry, usuwa zanieczyszczenia, wygładza i uelastycznia. Cechuje ją lekka i jedwabista konsystencja. Można ją stosować do masek i kąpieli. Produkt 100% naturalny z najlepszej jakości surowca zgodnego z certyfikatem Ecocert.

2. Czysty olejek Awokado 100%, Delawell - Działa na skórę zmiękczająco, nawilżająco i regenerująco. Słynie m.in. z bogatej zawartości witamin takich jak: A, B1, B2 i D, E. Idealny do pielęgnacji skóry twarzy, ciała oraz włosów.

3. Wodoodporna kredka do oczu, Etre Belle - Długo utrzymująca się, miękka kredka typu Eyeliner o kremowej konsystencji umożliwia idealne obrysowanie oczu od rana do wieczora. 

4. Krem do stylizacji włosów Superego Structure Styling Cream, Goldwell - Wielozadaniowy krem do stylizacji włosów.Optycznie zwiększa ich objętość, nadaje im elastyczność i sprężystość. Dzięki składnikowi "SuperEgo", fryzurę w każdej chwili można poddać zabiegowi re-stylizacji.

5. Exclusive Cosmetics Skarpetki SPA dla stóp, Świt Pharma - Innowacyjny produkt do profesjonalnej pielęgnacji stóp. Dzięki kompleksowi składników aktywnych, regeneruje i dobrze odżywia skórę stóp. posiada właściwości dezodorujące i odświeżające. Wygładza, zmiękcza i nawilża naskórek oraz działa antybakteryjnie.

6. kostka myjące Beauty Cream Bar, Dove - Zawiera niezwykle delikatne składniki myjące, które skutecznie oczyszczają skórę, nie powodując podrażnień. Składa się w 1/4 z kremu nawilżającego, dzięki czemu pielęgnuje skórę, przywracając jej prawidłowy poziom nawilżenia.

Cieszę się z glinki, ponieważ jest to moja pierwsza, więc z chęcią ją wypróbuję. Olejek również trafił w mój gust :) Wszystkie produkty oprócz kremu do stylizacji włosów są pełnowymiarowe. Jednak trochę szkoda, że Goldwell to tylko 20ml produktu.
A jak Wam się podoba marcowy ShinyBox?

Jeśli miałybyście ochotę zamówić dla siebie takie lub inne pudełeczko od ShinyBox to serdecznie zapraszam:

piątek, 13 marca 2015

Kostka Dove - Gentle Exfoliating

Zazwyczaj do mycia rąk używam mydeł w płynie, do mycia ciała - produktów pod prysznic, a do twarzy - specjalnych żeli. Już jakiś czas temu dostałam do przetestowania kostkę myjącą Dove, więc porzuciłam wszystkie inne produkty i zabrałam się za jej wypróbowanie.


Peelingująca kremowa kostka myjąca Dove zawiera ¼ kremu nawilżającego oraz delikatne substancje myjące, dzięki czemu nie wysusza skóry jak zwykłe mydło. Delikatna, przeznaczona do codziennej pielęgnacji kremowa kostka peelingująca Dove wspomaga naturalne procesy odnowy naskórka, odsłaniając gładszą, młodszą i piękniejszą skórę. Delikatne drobinki złuszczające łagodnie usuwają martwy naskórek, a substancje nawilżające wzbogacone witaminą E przyspieszają jego regenerację, pozostawiając skórę niezwykle gładką w dotyku.

Mydełko dostajemy w klasycznym, papierowym opakowaniu. Jeszcze przed otwarciem można wyczuć zapach, który dla mnie był naprawdę ładny. Kojarzył mi się z zapachami kremików czy kosmetyków z mojego dzieciństwa. 
Produkt posiada małe drobinki, których zadaniem jest peelingować naszą skórę. Ja bym to określiła bardziej jako delikatny masaż. Całkiem przyjemne uczucie.
Dove bardzo dobrze się pieni, ale nie tworzy zwykłej, typowej piany. Jest ona bardziej kremowa. Podoba mi się również kształt mydła. Lekko wygięte z jednej strony dzięki czemu dokładnie przylega do ciała. 


Celem testu było sprawdzenie działania kostki Dove. Zalecane było stosowanie jej głownie do mycia twarzy. W reklamach widziałam jak kobiety były zachwycone wpływem tego produktu. Ok, ale to tylko reklama. Osobiście podchodziłam do tego sceptycznie nastawiona, a w dodatku miałam małe obawy przed używaniem zwykłego mydła do twarzy. Spodziewałam się uczucia ściągnięcia i wysuszenia. Jednak spróbowałam! I uff... na szczęście żadna z moich obaw się nie potwierdziła. Co więcej! Byłam bardzo zdziwiona jak to mydełko świetnie wpływa na moją twarz. Powiedziałabym nawet, że skóra stała się lekko nawilżona. Dove dało bardzo fajne uczucie świeżości, czystości i może lekkiego rozpromienienia.
Początkowo drobinki peelingujące były mało wyczuwalne, ale już przy drugim podejściu to się zmieniło. Spodobało mi się wykonywanie mini masażu mydełkiem :)

Jestem zadowolona z działania mydła Dove. Naprawdę mnie mile zaskoczyło. Do tej pory bałam się myć buzi mydłem. Sądzę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. 

wtorek, 10 marca 2015

Mleczko do ciała Karmelizowana Gruszka

Pomyślicie, że mam jakąś manię na punkcie kosmetyków Yver Rocher. Fakt, ostatnio często goszczą na moim blogu Pierwszym powodem dla którego się tak dzieje jest to, że ostatnio kupowałam głównie w YR, a po drugie edycję limitowaną już dobrze przetestowałam i przyszedł czas na recenzję. Te produkty zasługują na to, aby napisać o nich kilka słów. 
Dziś przedstawiam Mleczko do Ciała - Karmelizowana Gruszka. 


Ciesz się czystą chwilą przyjemności dzięki kremowej formule mleczka do ciała o zapachu gruszki w karmelu. Mleczko zostało wzbogacone w olejek ze słodkich migdałów, w glicerynę w 100% pochodzenia roślinnego oraz w wodę z bławatka. Jego lekka formuła pozostawia skórę miękką oraz doskonale nawilżoną.

Mleczko dostajemy w opakowaniu o pojemności 400ml, które jest zakręcane. Ja do swojej buteleczki dokupiłam pompkę. Znacznie ułatwia ona aplikację, ponieważ otwór w buteleczce jest dość spory i wylatuje zbyt duża ilość produktu.
Konsystencja jest typowa dla mleczek, czyli dość rzadka. Podobnie jak w przypadku innych produktów z limitowanej edycji Świąteczna Spiżarnia, także w tym przypadku zapach po prostu powala na kolana! Piękny. Można wyczuć zapach gruszki, a po nałożeniu na skórę staje się on bardziej słodki. Niesamowicie przyjemny :) Utrzymuje się przez długi czas.
Małym minusikiem może być to, że mleczko trochę się maże podczas aplikacji. Czas wchłaniania produktu jest przeciętny.
Skóra po aplikacji jest przyjemnie gładka i nawilżona. 

Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na zakup tego mleczka. Używanie go to sama przyjemność i pozostaje żałować, że jest to tylko seria limitowana...

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozkosze Podniebienia - przekąski Knorr

Dzisiaj się Wam pochwalę, że dostałam się na portalu Ambasada Trendów do testowania Gorących Kubków Knorr :) jest to mój drugi udział w kampanii tego typu, ale pierwszy na tej stronie. 
Przy okazji zapraszam Was do podzielenia się opinią  na temat tego typu przekąsek :)


Gorące Kubki Knorr to kompozycje inspirowane najmodniejszymi daniami z restauracyjnych menu:
1. Krem a`la Dijon z Boczkiem
2. Tajska Kurczakowa z Kokosem
3.  Krem z Grzybów z Boczkiem i Mascarpone
4. Krem z Dyni ze Śmietaną i Szczypiorkiem
5. Pomidorowa z Mascarpone i Bazylią

Tworząc kompozycje nowych Rozkoszy Podniebienia, szefowie kuchni Knorr sięgnęli po wyszukane składniki, np. kokos, dynię, mascarpone, imbir, kurkumę, musztardę Dijon. Wszystko po to, by podkreślić wyjątkowe smaki produktów. Dodatkowo Rozkosze Podniebienia mają ok. 100 kcal w porcji gotowej zupy.


Kompozycje zup powstają z wykorzystaniem najwyższej jakości suszonych warzyw, ziół i przypraw. Są uprawiane na 48 tys. hektarów ziemi przez 5 tys. rolników. Proces uprawy jest nieustannie kontrolowany.

Zupy z linii Rozkosze Podniebienia zostały stworzone bez dodatku glutaminianu sodu oraz bez konserwantów! Bardzo mnie to cieszy :) bo jako biedna i zapracowana studentka, która cierpi na wieczny brak czasu zdarza mi się od czasu do czasu sięgać po takie przekąski.

W ulotkach, które mam do rozdania razem z produktem znajduje się dużo ciekawostek na temat składników wykorzystanych w Rozkoszach Podniebienia, np. czy wiecie, że pomidor sklasyfikowany jest jako owoc?

Już zabieram się za testowanie i dzielenie się próbkami :) Napiszcie mi czy sięgacie czasem po tego typu przekąski i czy może już znacie nowe produkty Knorr?

piątek, 6 marca 2015

Yves Rocher - żel pod prysznic Czarne Owoce

Moje małe zauroczenie kosmetykami Yver Rocher trwa :) Dziś przyszła kolej na krótką recenzję jednego z moich pierwszych żeli pod prysznic z tej firmy. Jest to produkt z kolekcji Świąteczna Spiżarnia, która dostępna była przed świętami. Teraz do kupienia jest głównie on-line.


Daj się porwać karuzeli smakowitych doznań pod prysznicem dzięki żelowi o apetycznym zapachu czarnych owoców. Żel łagodnie myje skórę i pozostawia na całym ciele wyborny owocowy zapach, którym można delektować się przez całą zimę. Jego atut: zawiera maksymalną dawkę owoców i zero kalorii.
Działanie
• Delikatnie myje skórę nie wysuszając jej
• Nadaje skórze bajeczny zapach czarnych owoców prosto ze świątecznej spiżarni

Żel znajduje się w smukłej buteleczce o pojemności 200ml. Nie jest ona twarda, więc nie ma problemu z dozowaniem produktu. Przyczynia się do tego także odpowiedniej wielkości otwór. Opakowanie zamykane jest na "klik"
Niewątpliwie największym atutem tego żelu jest zapach! Piękne, intensywne i kuszące czarne owoce. Trochę kojarzy mi się z gumą Airwaves. Zdecydowanie umila nam czas kąpieli. Zapach utrzymuje się na skórze jeszcze przez jakiś czas po wyjściu spod prysznica. Moim zdaniem mogłaby być to dłużej, ale to tylko dlatego, że aż tak mi się podoba! :)
Żel dobrze myje, nie podrażnia i moim zdaniem nawet trochę nawilża naszą skórę. 
Jego cena to 11.90zł

Moim zdaniem ten żel pod prysznic jest naprawdę godny polecenia i warty wrzucenia go do koszyka przy okazji najbliższych zakupów. Szczególnie dla tego cudownego zapachu. Jeśli sam zapach to dla Was zbyt mała zachęta to pamiętajcie, że również dobrze myje. 

wtorek, 3 marca 2015

Zapach Domu - spotkanie 28.02.2015

Sobotnie popołudnie spędziłam niesamowicie miło :) We wspaniałym miejscu - Zapach Domu i w towarzystwie osób, z którymi dzielę zamiłowanie do blogowania. 28.02 miałam  okazję wziąć udział w moim pierwszym Spotkaniu Blogerek!


Zapach Domu to sklep, który znajduje się na ulicy Miodowej 33 w Krakowie. Możemy w nim kupić znane chyba wszystkim woski, samplery i świece Yankee Candle, a także Kringle Candle. Oprócz tego jest tu szeroki asortyment zapachów do samochodów i wnętrz. Dostaniemy tu również kominki, osłonki i inne dodatki do świec, a także kosmetyki naturalne! Mnie zafascynowały Alusi Candles, czyli piękne świece w rozmaitych kształtach, spełniające rolę świeczników. 


Sklep Zapach Domu jest bardzo klimatycznym miejscem. Pięknie urządzonym z dbałością o szczegóły. Naprawdę cieszy oko.


Nie należy zapominać o cudownych zapachach towarzyszących temu wnętrzu. Naszej wizycie towarzyszą naprawdę wspaniałe wonie. Co ciekawe, mieszanka tylu zapachów wcale nas nie dusi, a umila pobyt w sklepie.


Właścicielka - Pani Katarzyna, która jest przemiłą i bardzo pozytywną osobą, opowiedziała nam historię powstania sklepu. Zapach Domu na początku działał jedynie online. Dopiero po pewnym czasie powstał sklep stacjonarny.


Wszystkie produkty, które możemy zakupić są początkowo testowane przez właścicieli. Dzięki temu wprowadzają oni do asortymentu jedynie najlepsze produkty. 
Naprawdę widać tu wielką pasję i miłość do świec :))


Podczas spotkania mogłam poznać wszystkie zapachy, które mnie interesowały. 




W tym sklepie naprawdę można zapomnieć o mijającym czasie i codzienności.




A tutaj uczestniczki spotkania :) 


Każda z nas dostała od właścicieli mały upominek. Bardzo się cieszę, że dzięki temu będę mogła poznać Kringle Candle. Oto co trafiło do mnie:


Bardzo cieszę się, że miałam możliwość wzięcia udziału w tym spotkaniu :) 
Za zdjęcia dziękuję autorce: KLIK
A Was zachęcam do odwiedzenia sklepu Zapach Domu. Naprawdę warto!

niedziela, 1 marca 2015

Denko Luty

Luty za nami, więc tradycyjnie przedstawiam Wam zużycia miesiąca. Mam nadzieję, że marzec przyniesie więcej pustych opakowań ;)


1. Płyn do kąpieli, Isana Hibiskus i Kokos - na pewien czas przerzuciłam się z prysznica na wannę. Uwielbiam kąpiele w pianie i dlatego musiałam zakupić jakiś płyn. Isana skusiła mnie niską ceną, a dodatkowo pięknym zapachem. Całkiem fajny produkt. Kupię ponownie.

2. Żel pod prysznic, Apart - pojawiał się w moich denkach już nie raz. Kupię ponownie.

3. Peeling do ciała, Alterra - więcej na jego temat możecie przeczytać tu: KLIK Raczej nie kupię ponownie.

4. Sól do kąpieli, Farmona - zdecydowanie wolę, gdy w wannie mam pełno piany. Sól może nie jest zła, ale nie rozpuszcza się do końca i wkurzają mnie te pozostałości. Za to moja mama ją polubiła. Nie kupię ponownie.

5. Maska do włosów, Romantic - uff cieszę się, że w końcu ją zmęczyłam. Nie przepadałam za nią, podobnie jak za szamponem. Nie kupię ponownie.

6. Próbka kremu XeraCalm, Avene - bardzo fajny krem :) Byłam z niego zadowolona. Spodobało mi się w jaki sposób nawilża moją twarz. Szkoda, że to tylko próbka 5ml. Może kiedyś zakupie pełnowartościowy produkt. Niestety jego cena nie jest mała. Może kupię.

7. Dezodorant w chusteczce, Cleanic - zdecydowanie lepiej te chusteczki sprawdzałyby się latem. Moim zdaniem spełniają swoją rolę, ale nie nadają się do wycierania rąk. Zostawiają warstwę jakby pudru. Mam jeszcze jedną paczkę w zapasach. Poczeka na wakacje :)

8. Dezodorant antyperspiracyjny, Adidas - podoba mi się jego zapach :) Poza tym robi co ma robić. Sądzę, że mogłabym go nazwać swoim ulubieńcem. Kupię ponownie.

9.  Próbka perfum, Yodeyma - pisałam o nich tu: KLIK Nie wiem czy kupię pełnowartościowy produkt.

10. Wkładki higieniczne, Bella - są nawet ok, ale nie zastąpią moich ulubionych Discreet. Może kupię ponownie.

11. Pomadka, Eveline - Uwielbiam produkty Eveline, ale ta pomadka mi kompletnie nie podeszła. Była strasznie miękka i się łamała. Szkoda. Nie kupię nigdy więcej.

12. Płyn micelarny, Vichy - normalnie go pokochałam. Więcej o nim tu: KLIK Zdecydowanie kupiłabym ponownie, ale w promocji ;)

13. Krem do rąk, stóp i łokci z masłem Shea, Avon - nawet fajnie nawilżał i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zapach. Niestety dla mnie zbyt duszący. Nie kupię ponownie.

Zazwyczaj moje denka są bardziej udane. W tym miesiącu jak widzicie sporo produktów dostało czerwony kolor na przyszłość. Pozostaje cieszyć się, że to już tylko puste opakowania, które wylądują w koszu.