sobota, 31 grudnia 2016

Vellie - nawilżający żel pod prysznic z olejem arganowym od V.Laboratories

To już ostatni post w 2016 roku :)  To niesamowite jak ten rok szybko zleciał! Chyba czas na podsumowanie? Będzie krótkie - to był dobry rok, stałam się bogatsza o kilka doświadczeń. A jak 2016 wyglądał z perspektywy blogowania? No tu nie jestem zadowolona z częstotliwości publikowanych przeze mnie postów, ale wina leży w braku czasu. Miałam także okazję uczestniczyć w kilku ciekawych wydarzeniach, między innymi w spotkaniach blogerek. 

To teraz czas na ostatnią recenzję.
Kosmetyki V.Laboratories do tej pory nie były mi znane. Widziałam je czasami w Biedronce, ale jakoś nie miałam okazji ich kupić. Tym bardziej cieszę się, że na ostatnim spotkaniu blogerek otrzymałam żel pod prysznic tej firmy.

V.Laboratories - Vellie nawilżający żel pod prysznic z olejkiem arganowym

Nawilżający żel pod prysznic przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, w tym skóry wrażliwej. Delikatna formuła żelu pozostawią skórę gładką i nawilżoną, o przyjemnym zapachu. Żel oczyszcza skórę, nie wysuszając jej. Dodatkowo pozostawia delikatny, ochronny film. Zapewnia uczucie świeżości i czystości przez cały dzień. Produkt testowany dermatologicznie, posiada naturalne pH dla skóry.

Składniki aktywne:
  • Gliceryna - hydrofilowa substancja nawilżająca,
  • Panthenol (prowitamina B5): pielęgnuje, łagodzi podrażnienia, regeneruje uszkodzony naskórek a także podwyższa wilgotność skóry i uelastycznia ją.
  • Olej arganowy bogaty w NNTK - niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe w tym kwas oleinowy - omega-9; idealny składnik do skóry suchej, podrażnionej i zniszczonej, działa nawilżająco oraz wygładzająco. 
Żel ma pojemność 500ml, a więc sporo. Wyposażony jest w pompkę co przy takiej wielkości bardzo się przydaje. Pompka nie zacina się, ale dozuje mało produktu. Czy to wada? Zależy co kto lubi. Ja, aby wydobyć zadowalającą ilość żelu muszę się trochę namachać ;) Ma mleczny  kolor i konsystencję kremowo - żelową.
Nie mam dużych wymagań jeśli chodzi o żele pod prysznic. Ważne jest, aby miały ładny zapach i dobrze myły. Vellie spełnia te wymagania. Jego zapach jest podobny do innych produktów zawierających olejek arganowy, ale może jest odrobinę bardziej słodki. Nie jest wyczuwalny na skórze.
Żel dobrze myje i nie podrażnia skóry. Niestety nie zauważyłam, żeby nawilżał skórę. Produkt jest wydajny.

Vellie to całkiem dobry produkt. Może nie powala na kolana, ale robi to co powinien.

wtorek, 27 grudnia 2016

Selfie Project - 3w1 (żel, peeling, maseczka) oraz lekki krem matująco nawilżający

Selfie Project to kosmetyki stworzone przez specjalistów dla wyjątkowo wymagającej młodej cery. Seria została stworzona z myślą o nastolatkach – zarówno tych młodych ludziach, którzy dopiero wkraczają w okres dojrzewania, pełni obaw o swój nie zawsze korzystnie zmieniający się wygląd, jak i tych, którzy już od dłuższego czasu zmagają się z niedoskonałościami skóry i chcą im zapobiegać. 


Mimo, że mój wiek już nie kończy się na "-naście" to jednak zdecydowałam się na wypróbowanie tych kosmetyków. Od czasu do czasu na mojej twarzy pojawiają się niedoskonałości. Walczę również z zaskórnikami oraz nadmiernym wydzielaniem sebum. Selfie Project skusiło mnie swoimi zapewnieniami. Jak możemy przeczytać na stronie producenta systematyczne stosowanie produktów oznacza:
  • zapobieganie powstawaniu niedoskonałości dzięki skutecznemu oczyszczeniu i pielęgnacji skóry
  • zmniejszenie częstotliwości występowania nowych zmian
  • wspomaganie gojenia się zmian – wyprysków, zaskórników zamkniętych i otwartych, ranek powstałych po mechanicznym usuwaniu niedoskonałości
  • natychmiastową wizualną poprawę wyglądu skóry – zwężenie porów, zmatowienie cery, wyrównanie kolorytu, efekt Glamour, osiągnięty dzięki zastosowaniu specjalnych pigmentów
  • dzięki temu skóra i Ty jesteście gotowi na Selfie!
Szata graficzna produktów bardzo mi się podoba. Jest kolorowa, ale nieprzesadzona. Faktycznie opakowania kojarzą się z kosmetykami dla młodzieży, tym bardziej, że mamy na nim kilka hashtagów ;)
Z tyłu znajdziemy opis marki, produktu oraz sposób użycia. Kosmetyki zabezpieczone są folią, a więc mamy pewność, że nikt tam nie grzebał :)


 3w1 Żel myjący + peeling + maseczka to wielofunkcyjny preparat do stosowania 2-3 razy w tygodniu jako intensywny sposób na oczyszczenie i wygładzenie skóry. Głęboko złuszcza i odblokowuje pory, pozostawiając skórę czystą, świeżą i matową.

Kosmetyk dostępny jest w 150ml tubce, zamykanej na klik. Opakowanie jest wygodne, bez problemu można wydostać z niego odpowiednią ilość produktu, który możemy stosować na trzy sposoby: jako żel do twarzy, peeling oraz maseczkę. I w każdej roli spisuje się całkiem nieźle! Osobiście najbardziej jestem zadowolona z jego peelingujących umiejętności. Mamy tu zmielone pestki moreli, które świetnie radzą sobie z usunięciem martwego naskórka. Lubię mocne zdzieraki, ale osoby z wrażliwą cerą powinny być ostrożne. U mnie nie wystąpiły żadne podrażnienia czy zaczerwienienie. Produkt poradził sobie z suchymi skórkami na policzkach, a zmagałam się z nimi dość długo...
Używając żelu zauważyłam także szybsze znikanie niedoskonałości oraz łagodzenie różnych zmian. Niestety z zaskórnikami nie poradził sobie aż tak dobrze. Uważam również, że dobrze usuwa sebum.
Produkt pięknie pachnie cytrusami. To bardzo przyjemny zapach, który zdecydowanie umila jego używanie. Po umyciu buzi konieczne jest użycie kremu, ponieważ odczuwam delikatne ściągnięcie na policzkach.


Lekki Krem matująco-nawilżający redukuje nadmierne błyszczenie się twarzy i jednocześnie nawilża skórę i zapobiega przesuszeniu, które wywołuje nadprodukcję sebum. Krem przywraca skórze stan równowagi i działa przeciw niedoskonałościom. Lekka formuła, 0% lepkości. Innowacja! FotoCzułe Pigmenty natychmiast wizualnie upiększą skórę. Zapewniają Efekt Glamour! – błyskawiczny optyczny efekt doskonałej, gładkiej skóry. 

Z kremu jestem naprawdę zadowolona! W tym przypadku także mamy tu tubkę, zamykaną na klik - pojemność 50ml.
Krem ma lekko szary kolor. Tutaj już nie są wyczuwalne cytrusy, ale zapach jest delikatny i całkiem przyjemny. Konsystencja kremu jest bardzo lekka. Produkt błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy ani filmu. Największą zaletą tego kosmetyku jest to, że naprawdę rewelacyjne matuje! Nie spodziewałam się, że poradzi sobie z moim świecącym czołem, a jednak :)
Po użyciu kremu ilość wydzielanego sebum jest znacznie zredukowana i przez znacznie dłuższy czas mogę cieszyć się matem. Dla mnie coś wspaniałego :)
Produkt można stosować dwa razy dziennie. Ja sięgam po niego jedynie rano, ponieważ nadaje się pod makijaż. Krem nie roluje się oraz nie zapycha.
Nie zauważyłam jednak żadnego efektu Glamour po użyciu kremu, ale to nie jest dla mnie tak istotne. Najważniejsze, że matuje! 

Marka Selfie Project bardzo miło mnie zaskoczyła. Jestem zadowolona z testowanych produktów :) Najwidoczniej moja skóra nadal czuje się młodo i czasami potrzebuje kosmetyków, które są przeznaczone właśnie do takiej cery.
Poza tym bardzo podoba mi się pomysł marki oraz ich podejście marketingowe, które idealnie współgra z ich nazwą. Cera gotowa na selfie? Pewnie!

niedziela, 25 grudnia 2016

Wesołych Świąt!

Radosnych świąt Bożego Narodzenia,
rychłego spełnienia każdego marzenia.
Ciepła, wiary i życzliwości,
a w Nowym Roku samych pomyślności.
 
 
~Karolina

piątek, 23 grudnia 2016

Lavera - Blue Orchid 02, cień do powiek

Lavera to firma mająca w swojej ofercie kosmetyki naturalne. Jak sami piszą: "Wszędzie, gdzie jest to możliwe, firma wykorzystuje składniki roślinne pochodzące z kontrolowanych upraw ekologicznych...". Trzeba przyznać, że ostatnio jest to bardzo na topie. Sama nie jestem maniaczką naturalnych kosmetyków, ale z chęcią je poznaję, gdy tylko mam tu kemu okazję.
Dziś krótka recenzja cienia do powiek Labera o nazwie Blue Orchid 02.


"Te cienie do powiek mogą być stosowane zarówno na suche, jak i na mokre powieki, pozwalają także stworzyć makijaż złożony z wachlarza jasnych metalicznych kolorów. Mineralne  metaliczne cienie do powiek  wykonane z kompleksów multimineralnych  i wielu naturalnych pigmentów odbijających światło. Dodatkowo wspaniałe odcienie kolorystyczne przyciągają wzrok." 

Kosmetyk znajduje się w solidnie wykonanym opakowaniu i z dokładnym zamykaniem. Produktu mamy tu 1,5g. Cień jest wypiekany. Podczas aplikacji nie osypuje się i w sumie dobrze nakłada się go pędzelkiem.
Cień ma ładny kolor - granatowy, ale jakby połączony z szarością. Niestety bardzo rzadko stosuję takie odcienie. Na co dzień królują u mnie beże i brązy.
Niestety pigmentacja cienia jest bardzo słaba. To jego największa wada. Do wydobycia jego prawdziwego koloru należy nałożyć kilka warstw, a dodatkowo przy tym nieźle się napracować.
Kosmetyk może być aplikowany na sucho i na mokro. Gdy zastosujemy ten drugi sposób, zauważymy poprawę pigmentacji. Kolor staje się bardziej wyraźny i głęboki, ale i tak to jeszcze nie to... 
W ciągu dnia cień delikatnie się ściera. 

Podoba mi się to, że produkt został przebadany dermatologicznie i okulistycznie. Można mieć zatem pewność, że będzie bezpieczny dla oczu.

Niestety cień od Lavera mnie nie urzekł. Szkoda, że pigmentacja okazała się taka słaba, ponieważ jego cena jest dość wysoka - ponad 30 zł (w zależności od sklepu).

wtorek, 20 grudnia 2016

Indigo - Arôme 99 krem do rąk

W mojej torebce zawsze można znaleźć jakiś krem do rąk. Po takie produkty sięgam chętnie przez cały rok, ale zima to czas szczególny. O tej porze roku nasze dłonie są przesuszone i wymagają dodatkowej uwagi. A więc dziś o nie zadbamy z kremem Indigo.

Od producenta:
Perfumowany krem do rąk Indigo o energetyzującym zapachu Arome 99 chroni, regeneruje, odżywia, wygładza i nawilża skórę Twoich rąk, zawiera aż 9 składników aktywnych (Wosk pszczeli, D-panthenol, Masło Shea, Gliceryna, Lanolina, Alantoina, Olej Słonecznikowy, Ekstrakt ze skrzypu, Lanolina).

Marka Indigo znana mi była jedynie z lakierów do paznokci. Jednak ich oferta jest znacznie bogatsza! Na spotkaniu blogerek, o którym pisałam tu: KLIK otrzymałyśmy kilka produktów Indigo. W pierwszej kolejności w ruch poszedł krem do rąk. Bardzo zaciekawiło mnie jego opakowanie - kartonik z uroczą, dziewczęcą, ale może delikatnie zadziorną grafiką. Na początku nie wiedziałam co tam może się kryć :)
Opakowanie samego kremu jest również ładne i ciekawe. Tubka jest przezroczysta, zdobi je jedynie logo producenta oraz mała grafika. Opakowanie wykonane z mocnego plastiku - z pewnością nie uda nam się go ścisnąć, ma także pompkę. Łatwo dozuje się odpowiednią ilość kremu. Pojemność 30ml.


Konsystencja kremu jest lekka, ale nie rzadka. Bez problemu rozsmarowuje się na dłoniach. Mam jednak wrażenie, że zaraz po aplikacji występuje delikatnie tłusta warstwa. Nie jest to typowy film, ale mimo wszystko coś tam na rękach czuć. Latem bardzo by mnie to denerwowało, ale teraz jest to do zaakceptowania. Szczególnie, że krem bardzo szybko się wchłania i również ta tłusta warstwa po pewnym czasie znika.
Produkt świetnie nawilża dłonie i przynosi ulgę suchym dłoniom. To idealna opcja na ten chłodny czas! Oczywiście aplikację kremu należy co jakiś czas powtarzać.
Indigo po prostu mnie oczarowało zapachem! Co oni zrobili z tym kremem to po prostu wow! Cudowny, wspaniały zapach, który przez długi czas pozostaje na dłoniach. Jest to słodka woń, ale odpowiednio wyważona, nie dusząca. Dzięki temu używanie kremu jest jeszcze bardziej przyjemne. Mam tylko nadzieję, że po pewnym czasie nie znudzi mi się ten zapach i nie zacznie przeszkadzać...

Osobiście uważam, że mimo słodkiego zapachu, który może kojarzyć się z latem, jest to produkt na chłodniejsze miesiące. Dlaczego? Krem jest dość treściwy - pozostawia na pewien czas tłustą warstewkę oraz ma intensywny zapach, który latem mógłby być zbyt duszący.

sobota, 17 grudnia 2016

Bioxsine DermaGen dla kobiet

Wspominałam już niejednokrotnie, że moje włosy tolerują bardzo wiele produktów i na szczęście nie muszę zwracać większej uwagi na składy produktów. Mimo to, śledząc blogosferę wiem, które kosmetyki sprawdzają się najlepiej u tych bardziej wymagających :) Wiem też, że wiele pozytywnych opinii zbierają szampony Bioxsine i dziś zapraszam na recenzję jednego z nich. Jego głównym zadaniem jest zapobieganie wypadaniu włosów.

Producent na swojej stronie bardzo szeroko opisuje produkt:
Bioxsine Dermagen dla Kobiet to ziołowy szampon, który został opracowany z myślą o kobietach mających problem z wypadaniem włosów oraz tych, które chcą zachować zdrowe i gęste włosy. Szampon Bioxsine Dermagen dla Kobiet to połączenie krzemu, niacynamidu oraz formuły Biocomplex B11. Regularne stosowanie wzmacnia mieszki włosów, zapobiega wypadaniu włosów oraz wspomaga ich wzrost, jednocześnie pielęgnując je i sprawiając, że są miękkie, lśniące i łatwe w rozczesaniu.
  • Szampon Bioxsine zapobiega wypadaniu włosów jednocześnie pielęgnując je w sposób odpowiedni dla poszczególnych potrzeb kobiecych włosów.
  • Zawarte w nim witaminy i składniki mineralne odżywiają włosy sprawiając, że stają się one mocne, zdrowe i pełne życia.
  • Skuteczność i bezpieczeństwo stosowania produktu zostały udowodnione klinicznie.
  • Szampon Bioxsine stworzono w oparciu o składniki ziołowe i nie powoduje on skutków ubocznych.
  • Posiada pH odpowiednie dla skóry głowy i nie powoduje podrażnień.
  • Nie zawiera barwników.


Szampon Bioxsine znajduje się bardzo zgrabnej buteleczce. Nie jest zbyt twarda ani za miękka, pozwala z łatwością wydobyć produkt. Pierwszą sprawą, na którą zwróciłam uwagę jest konsystencja produktu - nieco inna niż w znanych mi do tej pory szamponach. Jest ona gęsta i trochę jakby lepka, ale mimo to i tak dobrze kosmetyk wydobywa się z buteleczki. Ok, czasami ją przy tym brudząc z racji tego, że szampon trochę się "ciągnie", ale to nie jest żaden problem. Ogólnie konsystencja przypomina trochę miód. I tu przechodzimy do kolejnej kwestii czyli koloru. On też jest bardzo podobny do miodu.
Bioxsine to szampon ziołowy, ale w jego woni nie wyczujemy niczego co mogłoby to potwierdzić. Zapach jest bardzo przyjemny, może lekko słodkawy
Produkt dobrze się pieni i jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość do umycia nawet długich włosów.
Przejdźmy do działania. Podoba mi się to, że szampon nie plącze włosów. Dobrze się go rozprowadza i nie podrażnia skóry głowy. Jednak wrażliwcom proponuję sprawdzić skład.
Włosy po jego zastosowaniu są bardzo przyjemne, lekko wygładzone, sypkie i mięciutkie. Wydaje mi się, że delikatnie przedłuża ich świeżość. Bioxsine to produkt zapobiegający wypadaniu włosów. Myślę, że w tej kwestii delikatnie pomaga, ale w trakcie stosowania dopiero pierwszej buteleczki nie jestem w stanie zagwarantować jego skuteczności. Szampon zbiera bardzo dobre opinie, więc pewnie działa, ale aby to zauważyć potrzeba trochę więcej czasu.

Z szamponu Bioxsine jestem zadowolona. Przypadł mi do gustu pod względem konsystencji, zapachu i działania. Robi wszystko to czego oczekuję od produktów do włosów. Nie wiem do czego mogę się przyczepić :) Dla mnie jest ok.

piątek, 9 grudnia 2016

Bielenda - kremowe serum do ciała. Odżywcze

Mamy grudzień, wokół już czuć świąteczny klimat. Gdzie nie spojrzeć to bałwanki, choinki i Mikołaje. Więc skąd u mnie muszelki i przeciwsłoneczny kapelusz? A no po prostu produkt, o którym dziś napiszę tak mi się kojarzy. I w sumie to miłe :)

Bielenda - kremowe serum do ciała. Odżywcze

Od producenta:
Unikalne Kremowe serum do codziennej pielęgnacji ciała łączy w sobie nawilżającą kremową pielęgnację ze skutecznością skoncentrowanego serum. Bogata morska formuła– „pokarm dla skóry” zadba o każdy rodzaj skóry, szczególnie suchą, skłonna do utraty jędrności. 

Działanie
Masło zawiera ALGI ZIELONE Chlorella vulgaris, OLEJ Z MIKROALG i KOLAGEN MORSKI. Te cenne składniki zatopione w aksamitnej konsystencji uzupełniają niedobór składników mineralnych w naskórku, odżywiają go i regenerują. Serum zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia skóry, poprawia jej kondycję, sprężystość i elastyczność, zmiękcza i wygładza naskórek.

Bielenda - kremowe serum do ciała. Odżywcze 

Produkt znajduje się w odkręcanym opakowaniu, które było zabezpieczone sreberkiem. Dzięki temu mamy pewność, że nikt w nim nie grzebał ;-) Grafika opakowania jest naprawdę ładna. Popatrzcie na nie, czy nie kojarzy się z wakacjami? Ja w nim widzę jakąś rajską wyspę. I jeszcze te algi, które zawiera - jak nic to musi być coś egzotycznego :)
Serum ma delikatną konsystencję. Niezbyt rzadką, ani zbitą. Taką w sam raz. Bezproblemowo można rozprowadzić go na skórze. Jak widzicie zawiera małe granulki - nie służą one do peelingu, są praktycznie niewyczuwalne i bardzo szybko się rozpuszczają pod wpływem smarowania. Pewnie są w nich ukryte jakieś interesujące, odżywcze składniki.
Produkt niesamowicie szybko się wchłania! I rewelacyjnie nawilża! Po zastosowaniu go wieczorem, jeszcze rano czuję jak świetnie skóra jest nawilżona, gładka i tak przyjemnie mięciutka. Wydaje mi się, że dostrzegam także delikatną poprawę napięcia skóry.
Serum bardzo przyjemnie pachnie - subtelnie i jakby świeżo. Ciężko mi określić ten zapach, ale jest ładny. Wyczuwalny jest przez pewien czas po aplikacji produktu.

Dawno już nie byłam tak zadowolona z jakiegoś balsamu. Zdecydowaniem polecam Wam wypróbowanie tego serum. Mogę powiedzieć, że moja skóra czuje się odżywiona, dopieszczona i zdecydowanie lepiej nawilżona. Pomimo moich wakacyjnych skojarzeń to nawet teraz, gdy za oknami zima uważam, że Bielenda i tak da radę!
Dla mnie rewelacja :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

TianDe - owocowy balsam do ust

Wraz ze zmianą pory roku, zmienia się także nasza pielęgnacja. Grudzień to czas, kiedy zaczynami dokładniej dbać o dłonie, twarz oraz usta. Mimo, że u mnie pomadki ochronne goszczą cały rok to właśnie teraz jestem bardziej systematyczna w ich używaniu i po prostu o nich nie zapominam. 
Wiatr i niskie temperatury robią swoje. Moje usta wymagają ochrony i nawilżenia. Obecnie towarzyszy mi pomadka ochronna z TianDe. Znacie?

TianDe pomadka ochronna

Kilka słów na temat TianDe:
Korporacja TianDe, która powstała zaledwie w 2007 roku w Rosji jest obecnie najszybciej rozwijającym się tradycyjnym networkiem w Europie. Firma TianDe oferuje kosmetyki według receptury stworzonej przez starożytnych chińskich uzdrowicieli. Od samego początku do produkcji kosmetyków TianDe zastosowano tylko wybrane surowce wysokiej jakości – rośliny uprawiane w ekologicznie w czystych regionach Tybetu i Chin oraz wodę morską wyodrębnioną z głębin.

Krótka informacja o pomadce ze strony producenta:
Balsam stanowi delikatną pielęgnację i pewną ochronę. Skutecznie niweluje suchość ust, chroni przed wiatrem, nadaje lekki połysk.

TianDe - owocowy balsam do ust

Pomadka, a raczej balsam do ust sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Polubiłam ją za idealne wyważenie konsystencji, która jest woskowa. Nie jest za bardzo miękka, ani też zbyt twarda. Dzięki temu nie łamie się, ale pod wpływem ciepła ust bezproblemowo się aplikuje i gładko sunie.
Występuje w 11 wersjach. Moja to Jabłko. Kolor pomadki różni się w zależności od wybranego zapachu, ale oczywiście na ustach jest bezbarwna.
Produkt ma delikatny zapach. Nie jest to woń typowo pomadkowa. Wiecie o czym mówię? :) Nie nazwałabym tego zapachu "zielonym jabłuszkiem", ale i tak nie jest zły. 
To prawda, że pomadka pozostawia delikatny połysk. Dobrze chroni nasze usta i radzi sobie z ich suchością. Należy ją aplikować kilka razy dziennie.
Bardzo przyjemny produkt.

piątek, 2 grudnia 2016

Denko Listopad

Listopad już za nami. Pewnie już wiele osób żyje zbliżającymi się Świętami. Ciężko tego uniknąć skoro na każdym kroku można już poczuć ten klimat. Zanim jednak całkowicie poddamy się magii grudnia, trzeba podsumować miniony miesiąc. Czas na Denko Listopada!

Denko Listopad

1. Balea, żel pod prysznic - tutaj jeszcze wkradło się trochę lata, ponieważ żel był o typowo wakacyjnym zapachu. Produkty Balea są naprawdę godne uwagi. Żele mają wspaniałe zapachy. Jeśli będziecie miały okazję je wypróbować to polecam! Ja chętnie kupiłabym ponownie.

2. Nivea, krem do oczyszczania twarzy - więcej o nim pisałam tu: KLIK Kupię ponownie 

3. Rexona, antyperspirant w kulce - całkiem niezły. Nie brudził ubrania i dobrze chronił. Miał całkiem przyjemny zapach. Wolę produkty w sprayu, ale możliwe, że kupię ponownie.

4. Carmex - podobno się go kocha, albo nienawidzi... więcej można przeczytać tu: KLIK Kupię ponownie

5. Apar, próbki perfum - zużyłam dwie próbki, które dostałam razem z pełnowymiarowymi produktami. Świetnie sprawdziły się w podróży, ponieważ wygodnie się je aplikuje, zajmują mało miejsca i są lekkie. Idealne na kilkudniowy wypad. A więcej można przeczytać tu: KLIK 

6. Bielenda, kremowe serum do ciała - więcej o nim już wkrótce :)

7. Isana, chusteczki do demakijażu - niestety nie polubiliśmy się. Chusteczki słabo radzą sobie z makijażem, szczególnie oczu. Nie kupię ponownie

8. AA, zimowa pomadka do ust - mały koszmarek! Może i dobrze chroni usta i je odpowiednio natłuszcza, ale... okropnie bieli usta! Pomadka ma biały kolor, ale myślałam, że po aplikacji będzie bezbarwna - niestety. Stosowałam ją jedynie na noc, ponieważ z tak białymi ustami nie można było pokazać się ludziom. Nie kupię ponownie.

9. Fa, żel pod prysznic - miałam już wersję różową, ale to ta skradła moje serce! Zapach tego żelu wygrywa wszystko! Nie pachnie on typowym kokosem, ale (chyba) wodą kokosową. Wspaniały! Jeśli tylko wyjdą jakieś dezodoranty lub inne produkty z tej linii to kupuję je od razu ;-) Kupię ponownie!

10. Eveline, złoty peeling-masaż - produkt dla tych którzy nie lubią mocnych zdzieraków. Mimo, że jest delikatny to jednak całkiem nieźle wygładza. Możliwe, że kupię ponownie

11. Cztery Pory Roku, krem do rąk - to już kolejne opakowanie tego kremu, które zużyłam. Więcej tu: KLIK Kupię ponownie

12. Bielenda, nawilżający płyn micelarny -  dobrze radził sobie z demakijażem i oczyszczaniem twarzy. Nie podrażniał. Nie nazwałabym go nawilżającym, ale przynajmniej nie powodował wysuszenia. Kupię ponownie.

A jak Wasze zużycia w listopadzie?